Otwarty uniwersytet

27-09-2016

Rozmowa z prof. JAROSŁAWEM PŁUCIENNIKIEM, kierownikiem projektu Uniwersytet Otwarty Uniwersytetu Łódzkiego, szefem Katedry Teorii Literatury UŁ.


Na ile można otworzyć uniwersytet?

– Uniwersytet tradycyjny, jeszcze średniowieczny, był wielorako otwarty na społeczeństwo, ale zazwyczaj postrzegano świat akademicki jako zamknięty, elitarny, odizolowany – w wieży z kości słoniowej. Dzisiaj, w dobie kultury internetu, kiedy uczenie się funkcjonuje zawsze i wszędzie – wszak otoczeni jesteśmy przez środowisko cyfrowe – nie można wyobrazić sobie zupełnie zamkniętego uniwersytetu. Bardzo często kandydaci na studia czerpią wiedzę o nas bezpośrednio z sieci, dlatego też uniwersytet nieistniejący w internecie to byt nieistniejący także w świadomości kandydatów na studia i społeczeństwa w ogólności. Strategicznym celem uniwersytetu jest, aby do 2020 roku przynajmniej dziewsięć procent naszych aktywności edukacyjnych znajdowało się w otwartym dostępie. Trzeba pokazywać to, co mamy najlepszego na naszych kursach, najlepszych wykładowców, najciekawsze projekty. Oczywiście, ciągle kluczowe będzie to, co wynika ze spotkania mistrza z uczniem. Otwieranie uniwersytetu nie oznacza wyprzedaży wszystkiego za bezcen, to ma znaczenie komunikacyjne: w ten sposób informujemy, że jesteśmy i że mile widziani są zainteresowani naszą ofertą edukacyjną.

Jak najprościej zdefiniować taką otwartość i jakie są jej cele?

Płuciennik

Fot. archiwum Kroniki

– Na otwartość składa się przede wszystkim dostępność dla wszystkich bez żadnych barier technicznych czy ekonomicznych. Cel takiej otwartości to obecność w świadomości ludzi, ale także służba polskiemu społeczeństwu. Jednak cel nadrzędny, to przede wszystkim obecność. To, co pozamykanie – nie istnieje. Duża widoczność w internecie dzięki znacznej otwartości zasobów równoznaczna jest ze wzrostem prestiżu w kraju i zagranicą. Oczywiście wszystko przy zachowaniu standardów jakościowych. Choć i tutaj wszystko się również demokratyzuje.

Czy idee uniwersytetu otwartego na dobre zadomowiły się już w polskim środowisku akademickim?

– Po pewnym szoku sprzed trzech lat kiedy Massive Open Online Courses były na ustach wszystkich i po specjalnej konferencji w Warszawie w roku 2014, poświęconej polskiej platformie MOOCs, nastąpiło uspokojenie nastrojów. Wtedy wydawało się, że rozwój najnowszych zjawisk edukacyjnych takich jak MOOCs to innowacja rewolucyjna, która zmieni wszystko. Jednak tradycyjne kształcenia okazuje się nie ustępować pola nowym rozwiązaniom. Problem w tym, że w Polsce nie mamy tradycyjnych rezydencjalnych uniwersytetów, kiedy studenci śpią, uczą się, jedzą, uprawiają sporty itd. w koledżach, w jednym miejscu. W kraju mamy kształcące masowo uczelnie, nawet Uniwersytet Warszawski czy Uniwersytet Jagielloński to masowe szkoły wyższe. Dlatego wydaje się, że  otwieranie się jest szansą dla polskiego szkolnictwa wyższego, bo my nigdy nie będziemy konkurować z Oksfordem, Cambridge czy Harvardem. Coraz częściej taka świadomość dociera do naszych naukowców i nauczycieli. Otwarta nauka staje się oczywistością. Wydaje się też, że ministerstwo już w całości przejęło idee otwartej nauki i ją promuje.

Które z inicjatyw Uniwersytetu Łódzkiego wymieniłby pan profesor jako kluczowe w otwieraniu naszej uczelni?

– Dla otwartej nauki niewątpliwym sukcesem na naszej uczelni był wzrost notowań naszego repozytorium. Jest ono w tej chwili najlepsze w kraju, bo ruszyliśmy na wydziałach z edukowaniem doktorantów i nauczycieli akademickich. To niewątpliwa zasługa Tomasza Piestrzyńskiego, dyrektora Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego. Repozytorium jest coraz częściej, obok takich otwartych zasobów, jak Academia czy ResearchGate, miejscem deponowania swojego dorobku naukowego. Coraz więcej też lokuje się tam materiałów dydaktycznych. Mam nadzieję, że rola repozytorium będzie rosła.

Drugą ważną inicjatywą było ustanowienie Pełnomocnika Rektora Uniwersytetu Łódzkiego do spraw Uniwersytetu Otwartego. Powstała strona internetowa, na której w przyszłości będą deponowane otwarte kursy na UŁ. Prace zespołu do spraw uniwersytetu otwartego pod kierownictwem magistra inżyniera Adriana Witczaka, pełnomocnika rektora, są tak pomyślane, by przyczynić się do rozwoju i propagowania idei otwartości zasobów i e-learningu UŁ, aby w przyszłości nie była to wyodrębniona działalność, ale jeden z najważniejszych elementów ogólnej oferty uczelni. Zasługi niezmierne ma tutaj Adrian Witczak. Last but not least, uważam, że Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego pod kierownictwem dyrektor Ewy Bluszcz otwiera się na nowe poprzez serie popularnonaukowe; to szczególnego rodzaju otwarcie, któremu towarzyszy stworzenie sfery blogowej powiązanej z wydawnictwem. Potrzebna jest tutaj duża koordynacja działań.

Gdzie studenci i wykładowcy powinni szukać informacji na temat otwartych zasobów uczelni?

– Najlepszym źródłem wiedzy o otwartych zasobach jest uniwersytecka książnica i repozytorium. Ale także strona otwartego uniwersytetu (uniwersytetotwarty.uni.lodz.pl), która pokazuje również możliwości, kojarzące się zazwyczaj ze zdalnym nauczaniem. Tam jednocześnie można zakładać otwarte kursy dla studentów. Wszystkich zainteresowanych zagadnieniem otwartości, a w szczególności wytwarzaniem i rozwijaniem tzw. otwartych zasobów edukacyjnych (termin techniczny będący przekładem terminu występującego w oficjalnych dokumentach UE: Open Educational Resources) zapraszam także do kontaktu ze mną: jaroslaw.pluciennik@uni.lodz.pl

Jak opisałby pan profesor uniwersytet przyszłości, czym może się on charakteryzować?

– Świat uniwersytecki podzieli się wyraźnie na uniwersytety rezydencjalne (student przebywa dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu na uczelni) oraz uniwersytety korzystające głównie z nowych technologii, po to, aby jak najmniej czasu spędzać na uniwersytecie. Myślę, że udział nowych technik nauczania razem z gromadzeniem olbrzymiej ilości danych na temat tego, jak się uczymy, jakie błędy popełniamy, ile czasu spędzamy na nauce, będą miały coraz większe znaczenie i coraz większy udział w tym, jak będzie wyglądał uniwersytet przyszłości. Wyobrażam sobie jednak, że relacja mistrz-uczeń pozostanie tym, co definiuje prawdziwy uniwersytet wraz z pięknymi hasłami widocznymi w naszym logo: Veritas et Libertas, Prawda i Wolność. Badanie prawdy wciąż definiuje Humboldtowski model uniwersytetu, wolność poszukiwania także jest fundamentalną wartością. I to pozostanie. Problem tylko w tym, że nie wiemy, jak dużo władze naszego kraju będą chciały mieć ludzi wykształconych. Dotychczasowe benchmarki i cele były jasno postawione, mięliśmy osiągnąć duży stopień skolaryzacji: do pięćdziesięciu procent każdego rocznika miało studiować. Teraz może się to zmienić. Dlatego otwieranie uniwersytetu ma tak ważne znaczenie – to nasze być albo nie być.

Na ile powinniśmy otworzyć naukę?

– Nauka powinna być ogólnodostępna – przy tak żywiołowym jej rozwoju otwarte kształcenie powinno być dla każdego, kto tylko ma czas i ochotę na poznawanie nowych informacji, wymienianie/dzielenie się nimi, zdobywanie kolejnych kompetencji i umiejętności. Należy pamiętać, że nauka funkcjonowała i cały czas funkcjonuje na różnych płaszczyznach i w różnych odmianach, to jest: naukowa, naukowo-dydaktyczna, popularno-naukowa. Dzięki ogromnej roli mediów w życiu współczesnych ludzi, coraz więcej osób chce poznawać nowe zjawiska, przedmioty, ich działanie, funkcjonowanie i tak dalej. W związku z tym otwarcie się uczelni w tej sferze (popularno-naukowej, niesformalizowanej zdobywaniem określonych stopni, tytułów) powinno być celem uczelni na równi z działaniami naukowymi (prowadzeniem/publikowaniem badań) czy naukowo-dydaktycznymi (czyli sformalizowanym kształceniem na studiach pierwszego, drugiego i trzeciego stopnia).

Otwartość́ w nauce odwołuje się̨ do dwóch podstawowych zasad – prowadzenia badań naukowych: swobodnej wymiany myśli i wiedzy oraz do weryfikowalności doświadczeń́ naukowych. Jest integralnym elementem dobrych praktyk naukowych. W Ruchu Open Access pojawiła się niedawno koncepcja otwartej nauki, która odnosi się do stosowania zasad otwartości na wszystkich etapach pracy i komunikacji naukowej, nie tylko tych, które do tej pory zwykło się było zauważać a zatem do czasopism czy repozytoriów. Otwarta nauka idzie o krok dalej.

Na jakich zasadach ta otwartość może funkcjonować w sposób efektywny?

– Efektywność można osiągnąć poprzez: większe zaangażowanie kadr naukowo-dydaktycznych w działania związane z otwartością i skalę podejmowanych przedsięwzięć. Prosty przykład odnoszący się do pierwszego aspektu: nauczyciele akademiccy są oceniani i rozliczani ze swojej pracy (ostatnio co dwa lata), ale działalność popularyzująca naukę (na przykład: wykłady otwarte, tworzenie zasobów otwartych czy udzielanie się w poradnictwie online), zaliczana jest do sfery, która jest bardzo nisko punktowana w takich ocenach. W efekcie nauczyciel akademicki skupia się na gromadzeniu dorobku naukowego, kosztem pracy dydaktycznej i popularyzacji nauki w środowiskach pozaakademickich. Przy takim systemie trudno jest zmotywować kogokolwiek do działań związanych z pracą nieopłacalną, szczególnie, że nasze wynagrodzenia dalekie są od standardów światowych i zmuszają naukowców do pracy w więcej niż jednym miejscu lub do otwierania działalności gospodarczej.

Trudno więc oczekiwać, że słabo nagradzany za taka pracę (i słabo opłacany) nauczyciel akademicki stanie się kolejnym doktorem Judymem , który porzuci własne potrzeby na rzecz promowania otwartości w nauce. Jeśli chodzi o skalę podejmowanych przedsięwzięć, to ona także ma niebagatelne znaczenie. Docieranie do potencjalnych odbiorców za pomocą klasycznych metod (na przykład: poprzez spotkania w szkołach, stowarzyszeniach, instytucjach czy rozdawanie ulotek) jest mało skuteczne. Ilu nauczycieli akademickich (i do ilu, między innymi, szkół, instytucji) musielibyśmy wysłać z na przykład z wykładami otwartymi, żeby zainteresować rzeczywiście dużą liczbę potencjalnych słuchaczy i zachęcić ich do stałego kontaktu z uczelnią? Może lepiej (i łatwiej) byłoby tworzyć takie formy dostępu (na przykład poprzez sieć), które nie wymagają bycia w określonym miejscu i równoczesnego uczestnictwa w wykładach otwartych, w dyskusjach z nauczycielami akademickimi? Służą do tego fora dyskusyjne, Moocs, czaty czy inne narzędzia dostępne w internecie, które umożliwiają komunikację.

Jaki los czeka tych, którzy mimo wszystko zamkną się na otwartość?

– Alienacja i ograniczenie dostępu do własnych badań, do kręgu najbliższych naukowców z katedry, instytutu czy wydziału. Trudno będzie dotrzeć z wynikami badań, osiągnięciami, wynalazkami do zainteresowanych, w tym także do instytucji, przedsiębiorstw, które wykorzystują wyniki tych badań w praktyce. Zamknięcie się to szybka degradacja nauki!

Jej przyszłością będzie pełna otwartość treści, dostępnych nie tylko przez jeden ograniczony sposób tradycyjnego publikowania naukowego, ale także w formie elektronicznej upowszechnionej bezpośrednio w internecie – stanowiącym najwydajniejszy, obecnie, kanał komunikacji. Jak stwierdza Michael Nielsen w eseju The Future of Science : „Należy stworzyć otwartą kulturę naukową, w której wszystkie możliwe informacje są przenoszone z umysłów badaczy i laboratoriów do sieci oraz do narzędzi pozwalających je strukturyzować i filtrować. Trzeba przenieść wszystko: dane, opinie naukowe, pytania, idee, wiedzę codzienną, modele pracy badawczej i wszystko inne. Informacje niedostępna w sieci nie będzie przydatna .”

Rozmawiał: Michał Wróblewski