Najlepsze w kraju

12-02-2015

European Human Rights Moot Court Competition to konkurs stanowiący symulację rozprawy sądowej przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu organizowany przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Prawa ELSA pod patronatem Rady Europy. W krajowym finale 10 grudnia minionego  roku zwyciężyła drużyna z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

Zespół w składzie: Katarzyna Grabarczyk, Anna Grabarczyk, Aleksandra Kasprowicz i Natalia Sałata w ostatecznym starciu pokonał Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Tytuł najlepszego oratora trafił również do reprezentantki UŁ A. Kasprowicz.

Opiekunami łódzkiej reprezentacji byli dr Joanna Połatyńska, dr Marek Wasiński oraz mgr Anna Głogowska-Balcerzak z Katedry Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych. Pracownicy Wydziału Prawa i Administracji UŁ tuż przed wakacjami ubiegłego roku przeprowadzili rekrutację do trzech zespołów, których celem było przygotowanie się do konkursów stanowiących symulacje rozpraw sądowych. Jednym z nich była właśnie drużyna konkursu z zakresu praw człowieka.

Prace uformowanego już zespołu rozpoczęły się w październiku  od zanalizowania fikcyjnej sprawy, związanej z naruszeniem Konwencji Europejskiej, będącej przedmiotem tegorocznej edycji. A dotyczyła ona sytuacji dwóch lesbijek, które wstąpiły w związek małżeński, formalnie nieuznawany w kraju ich zamieszkania. Kobiety postanowiły starać się o poczęcie dziecka metodą in vitro, udało im się to, ale tuż po zapłodnieniu obydwie uległy wypadkowi, a jedna z nich zapadła w śpiączkę. Poszkodowana jest reprezentowana przez swoich rodziców, którzy nie akceptują jej związku. Początkowo dążą oni do zniszczenia zapłodnionych jajeczek, a następnie, po narodzinach dzieci, chcą zabrać partnerce prawa rodzicielskie.

Studentki, po zapoznaniu się ze sprawą (zajęło im to około dwóch tygodni), miały za zadanie przygotować dwa stanowiska – powódki do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i odpowiedź państwa na jej zarzuty. Obie prace musiały mieć po dwadzieścia stron i zostać napisane w języku angielskim.

 – Początkowo wydawało się nam, że potężnym wyzwaniem będzie przygotowanie tych dwudziestu stron, ale potem okazało się, że trudniejsze jest zmieszczenie się w limicie – przyznaje K. Grabarczyk. Prace nie obyły się również bez pewnych tarć. – W konkursie tym przewidziane zostało określone pole twórcze dla uczestników do wybrania sobie tego, o czym będą mówić i jak to uzasadnią. Dlatego między nami toczyły się małe, wewnętrzne bitwy, co podniesiemy w naszej skardze. I to jest – myślę – ciekawe, bo w ten sposób uwidoczniły się pasje członków drużyny – podkreśla A. Kasprowicz.

Prace trafiły następnie do organizatora konkursu. W tegorocznej edycji było to sto sześć zgłoszeń drużyn z całej Europy, szesnaście najlepszych zakwalifikowało się do finału w Strasburgu. Niestety w gronie tym zabrakło łódzkich studentek.

Udało im się natomiast zaistnieć w polskiej rundzie, zorganizowanej już po raz trzeci. Znalazło się w niej osiem drużyn, a dla reprezentacji Wydziału Prawa i Administracji  UŁ była to pierwsza tego rodzaju potyczka. Etap krajowy ma na celu promowanie idei konkursu i nie jest częścią europejskiego finału. Zdaniem uczestniczek, udział w krajowej rozgrywce stanowi szansę dla tych, którym nie uda się pojechać do Strasburga. Mają oni bowiem okazję sprawdzić się w tego rodzaju zadaniu, zweryfikować swoje umiejętności oratorskie, merytoryczne. Z kolei dla tych, którzy przejdą dalej, jest to doskonała próba przed głównym konkursem. W składzie orzekającym znaleźli się bowiem ludzie mający doświadczenie w występowaniu przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, dlatego wszystkie ich uwagi były dla uczestniczek niezwykle cenne.

Runda krajowa odbywała się także w języku angielskim. W finale reprezentantki Uniwersytetu Łódzkiego znalazły się w roli skarżonego. – To jest o tyle trudniejsze i o tyle bardziej satysfakcjonujące, że trzeba na bieżąco odpierać argumenty drugiej strony, nawet jeśli się ich nie przygotowało. Dzień przed finałem pracowałyśmy jeszcze do późnych godzin nocnych nad kwestiami, które w naszych pierwotnych wyobrażeniach w ogóle się nie pojawiły – wspomina A. Kasprowicz. W każdej drużynie mogły się wypowiadać po trzy osoby z czteroosobowego składu. Czwarty członek stanowił zaś wsparcie merytoryczne udzielane przez cały czas trwania konkursu.

Przed finałem odbyło się również wiele prób, podczas których pracownicy uczelni przygotowywali uczestniczki na pytania, jakie mogły ewentualnie się pojawić. Udział opiekunów w rozgrywce ze względów formalnych musiał być ograniczony, ale jak podkreślają studentki, niezwykle pomógł im fakt, że mogły przedyskutować pewne kwestie z bardziej doświadczonymi osobami.

Uczestniczki konkursu przyznają również, że wcześniej tematyka związana z prawami człowieka nie znajdowała się w centrum ich zainteresowań, natomiast obecnie nie wyobrażają sobie jej porzucenia. Myślą również o wzięciu udziału w kolejnej edycji. – Celem etapu ogólnopolskiego jest pokazanie, że prawa człowieka nie są nudne i to się chyba udało – stwierdza N. Sałata. Katarzyna Grabarczyk zauważa natomiast, że udział w konkursie przyczynił się również do zmiany sposobu patrzenia na samo studiowanie. – Doktor Marek Wasiński powiedział kiedyś, że moot court to jest pierwsza fajna rzecz, którą się robi na studiach, która wciąga i łączy teorię z praktyką. Poza tym, w tych zmaganiach stałyśmy się fantastyczną drużyną i świetnie nam się pracuje, więc atmosfera wokół moot court jest bardzo sympatyczna – dodaje. Cała drużyna zgodnie zresztą przyznaje, że poleca wszystkim sprawdzenie się w tego rodzaju zadaniu. – Jeśli ktoś wątpi czy nadaje się na studia prawnicze –  jest to moment przełomowy, po którym się wie, że to był właściwy wybór – podsumowuje N. Sałata.

Jednocześnie uczestniczki nie ukrywają, że przygotowanie się do konkursu zajęło im bardzo wiele czasu. Początkowo sądziły, że praca nad stanowiskami potrwa około tygodnia. Okazało się jednak, że w rzeczywistości były to dwa miesiące przepełnione myśleniem o sprawie i wzajemną mobilizacją. Satysfakcja z wykonanej pracy jest jednak ogromna.

Paulina Czarnek