Bez kokieterii i przekraczania granicy prywatności

28-09-2018

Wypowiedź artysty o swojej twórczości. Czy może nawet – spowiedź? Homo creator – czy może wyznać o swojej pracy, o procesie twórczym. Czy skala wrażliwości pisarza, malarza, kompozytora znajdzie wówczas odpowiednią skalę u słuchacza, czytelnika? Czy czuły punkt artysty, jego trud, nie zostaną zrozumiane jako słabość w walce z materią słowa, kompozycji, koloru, architekturą całej wypowiedzi i kreacji świata?


Olga Tokarczuk wygłasza 7 marca wykład na Wydziale Filologicznym UŁ

Olga Tokarczuk wygłasza 7 marca wykład na Wydziale Filologicznym UŁ

Fot. Maciej Andrzejewski

To odwaga, tak mówić o sobie, bez kokieterii, bez przekraczania granicy prywatności ze świadomością działania niczym Stwórca, kreujący świat.

Tak, robię to co robi Bóg mówi Amos Oz – tworzę wiele postaci i obserwuje w jakie interakcje wchodzą. Czasem studiuje ich zachowania, czasem im nawet współczuję.

Czesław Miłosz sugerował, że to Sokratejski dajmonion podpowiada wizje. Bóstwo, przewodnik, boskie tchnienie. Pisał, może nieco ironicznie, w  Ars poetica, iż:

Słusznie mówi się nam, że dyktuje poezję dajmonion,

Choć przesadza się utrzymując, że jest na pewno aniołem .

Za wyznanie o nieprzeniknionej bezradności twórcy można uznać słowa Tomasa Transtromera z wiersza Kwiecień i cisza :

Jestem niesiony w moim cieniu

jak skrzypce

w czarnym pudle.

Jedyne co chcę powiedzieć

błyska niedosiężnie

jak srebro

w lombardzie .

Olga Tokraczuk w wykładach – napisanych a więc przygotowanych bardzo dokładnie i logicznie – po wielokroć przypominała też o tajemnicy kreacji, o tym niedookreśleniu, swoistej czułości – wczuwania postaci w autorze, alchemii między twórcą a postacią, irracjonalności i intuicyjności procesu tworzenia. Jednocześnie nie uciekała w ogólność stwierdzeń i dawno nie słyszałem tak precyzyjnych, racjonalnych i przejrzystych rozważań o literaturze, o psychologii tworzenia.

Związana jest miejscem urodzenia z Doliną Kłodzką, z tzw. ziemiami odzyskanymi i rodzinami przesiedlonymi ze wschodniej Polski. Te fakty genealogiczne podkreśla sama, także przypominając o swoich studiach psychologicznych oraz o pracy terapeutki w szpitalu psychiatrycznym. Spotykała ludzi drugiego, trzeciego planu, osamotnionych, pokiereszowanych. Portrety w popękanych lustrach, ludzi z innym odczuciem czasu, pojmowaniem świata, z tragiczną, np. syberyjską przeszłością. O. Tokarczuk potrafi im się przyjrzeć, wczuć się w nie.

Aula w gmachu filologii wypełniona do ostatniego miejsca

Aula w gmachu filologii wypełniona do ostatniego miejsca

Fot. Maciej Andrzejewski

Ta zdolność, wielka zdolność, nie niwelowana przez opiniotwórcze działania wielkich centrów, jest bogactwem. Studia psychologiczne pogłębiły procesy analityczne, jakże ważne przy budowaniu postaci jej powieści. A język? Gdyby przyjąć definicję Ludwiga Wittgensteina, że: Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata , to świat prozy Tokarczuk nie ma granic, a jeśli ma, to gdzieś w kosmosie. Można więc przypuszczać, że ten talent dał jej sam Stwórca. Zdania wielokrotnie złożone prozy są jak muzyka. Trafność i bogactwo opisu mają przestrzeń filmową – np. od opisu śrubki mocującej tabliczkę w ławce kościelnej – po stepy Podola. Od detalu do totalu i to takiego z drona. Subtelne ciepło obok relacji tragedii. Emocjonalna wypowiedź odautorska obok – jakby cytowanego ze środków przekazu – komunikatu. I takich zróżnicowań można wyliczać wiele.

W tym stwarzaniu świata literackiego, a dokładniej prozatorskiego, najważniejszą rolę odgrywa narrator. Konstrukcja triady wykładów zapoczątkowana była 7 marca właśnie rozważaniami na temat narratora – Psychologia narratora, czyli kto to mówi? Następna, 18 kwietnia, to Księgi Jakubowe – źródła i konteksty i trzecia, 9 maja, Jak urodziłam Janinę Duszejko .

Narrator, gdy jest kamerdynerem, jak w powieści Kazuo Ishiguro Okruchy dnia , to świat przedstawiany jest w słowach, zdaniach skupiających owo służalcze kamerdynerstwo, aż do zaniku myślenia, osobowości. Przeraża i budzi (może budzić) współczucie. W prozie Juame Cabré narrator trzecioosobowy płynnie przechodzi w wyznania bohatera opowieści a więc w pierwszej osobie. Czytelnik jest zaskakiwany i (może być) uradowany tą zmianą opcji.

Wielu narratorów O. Tokarczuk stworzyła w  Księgach Jakubowych . W wykładzie wyszczególnia narratora klasycznego, trzecioosobowego, subiektywnego – Nachmana z Buska i  czwartoosobowego – Jentę, której spojrzenie na świat nazywa dronicznym czyli bardziej niż totalnym. Pisarka wyznaje, że wprawkami nad pozycją narratora była Gra na wielu bębenkach , w Domu dziennym, domu nocnym osobliwa jest także sytuacja zakonnika Paschalisa, piszącego dzieje świętej Kummernis.

O narratorze mówi O. Tokarczuk, że to potwór doskonały, bo ma władzę nade mną (autorem), pośredniczy między wyimaginowaną powieścią a językiem. Przenosi doświadczenia jednego człowieka na drugiego, widzi wszystko jednocześnie, może wnikać w postać, zna ją i jej tajemnice, może nie mieć płci, być androgyniczny, może wybierać, kształtować bodźce i motywacje postępowań dla wszystkich.

metafizykę narratora podkreśla przykładem z Biblii, bo kto to wie i wyrokuje, że  podobało się to Bogu? Kto w tym stwierdzeniu jest wyżej Boga, że ma taką wiedzę, iż może mówić o upodobaniach Stwórcy. Człowiek ma duszę, ciało i … narratora – tym jakże pięknym stwierdzeniem kończy pierwszy wykład. Olśnienie, bo to niby wiedziałem... Z pomocą przychodzą rozważania Thomasa Stearnsa Eliota: Wiem. że kiedy się dowiem, wówczas się przekonam, że to zawsze wiedziałem . Takie radości niesie dobra literatura.

Akt kreacji, akt stwarzania świata. Co jest źródłem tego procesu, którego końcem jest opublikowanie książki? Pisarka przedstawia dzieje fascynacji tematem działalności Jakuba Franka. Od wizyty w antykwariacie w roku 1997, gdy do jej rąk wpadły Księgi Słów Pańskich, do wydania Ksiąg Jakubowych w 2014 r. – morze czasu.

Żmudne zbieranie materiałów, oczytywanie się w dziejach gnozy, w historii Podola, Żydów sefardyjskich, języka ladino, studiowanie map, sposobów żywienia, ubierania się, studiowania i stwarzania, uzupełniania drzew genealogicznych. Wielkie konstruowanie wydarzeń i sytuacji w myśl zasady, że  jeżeli coś może być ze sobą powiązane, to jest powiązane.

Przyjaźń z postaciami: ks. Benedykt Chmielowski, autor Nowych Aten ; Elżbieta Drużbacka, znakomita poetka barokowa; Katarzyna Kossakowska, sprzyjająca frankistom; Antoni Kossakowski, poeta i niezły awanturnik. Geografia – od wysp greckich, poprzez Turcję, Podole, Lwów, Warszawę, Częstochowę Offenbach k/ Frankfurtu. Dodać należy podróże samochodowe dokumentujące nawet pejzaż szlakiem Franka . Jak uzupełnić historię o … kobiety, bo przecież spisujący dzieje widzieli je przez pryzmat męskiego działania. I dziesiątki historycznych problemów. Olga Tokarczuk powołuje się na metodę poprawy tekstów i błędów powstałych przy przepisywaniu przez kopistów, zwaną koniekturą. Tu nieoceniona jest współpraca ze specjalistami naukowcami.

Jakże to dalekie od ulubionego przez niegdysiejsze polonistki terminu – natchnienie. Jaka to ciężka robota!

W kolejce po autograf pisarki

W kolejce po autograf pisarki

Fot. Piotr Białkowski

Olga Tokarczuk opowiada o chwili, którą nazywa wgląd, czyli panowanie nad całością; decyzja i pisanie, nie od początku, ale w różnych częściach, epizodach, później scalanych.

Osobnym motywem pojawiającym się w wykładach jest refleksja o świecie i ludziach, którzy jakby domagają się zaistnienia. Autor ma wrażenie, że nie pisze, ale odkrywa coś co już istnieje , coś co przywołało autora do pomocy w  ujawnieniu siebie . No, bo jak wytłumaczyć fakt, że na spotkaniu pisarzy w Estonii, niepytany o to człowiek, zaczyna opowiadać O. Tokarczuk o swoim rodzinnym pochodzeniu od wyznawców Jakuba Franka? Konferencja nie była związana z tym tematem, a książka jeszcze się nie ukazała. Kolejnym dowodem, na to odkrywanie zaistniałego, jest znana w świecie literatury równoczesność zajmowania się jakimś tematem, przez autorów, którzy nie mieli i nie mają żadnego kontaktu ze sobą.

Swojego istnienia domagała się Janina Duszejko i pisarka urodziła ją .

Każda postać literacka – jak twierdził – T.S.Eliot – jest trójjedna. Tę jedność tworzą: obserwacja innych, cząstki samego siebie i to, co Yeats określił jako antyjaźń.

Olga Tokarczuk dodaje do tego czwarty wymiar: dostęp do polimorficznej przestrzeni mitu, która to przestrzeń istnieje w nas .

Bohaterka powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych (tytuł, to fragment wiersza Wiliama Blake'a) – Janina Duszejko – ta stara schorowana (porfiria) kobieta, chodząca z reklamówką pełna lodu, mszcząca się za zabójstwo jej psów trzaskaniem ową reklamówka w głowy myśliwych, winowajców – to pewien ciąg zdarzeń, rytuał prawdopodobieństw, który istnieje w naszym pojęciu zemsty.

Psycholog i psychiatra – Olga Tokarczuk – podpowiada, że jest w każdym z nas mnogość postaci i potencjalnych zachowań, czego dowodem jest częste stwierdzenie, że nie sądziłem, że tak się mogę zachować . I to właśnie literatura oswaja w nas ten gniew, unieważnia podziały, reguły i prawa zachowań, czyni nas wolnymi. Może taki jest  główny cel Sztuki?

Pisarka dodaje także własne uzależnienie od stwarzanej postaci. Duszejko zawładnęła mną na czas pisania tej książki . Postacie z literatury – nigdy nie zrodzone fizycznie – istnieją niejednokrotnie, gdy autorzy już pomarli, stali się prochem, pyłem, odeszli w zapomnienie. A stworzone przez nich Istoty – pozostają, odradzają się w dziejach i z kart książek, w ciszy czytania.

No właśnie – cisza czytania – czy istnieje w świecie wideoklipowego pędu, w klikaniu w komórkowym wszechgadulstwie, w szumie informacyjnego bełkotu, w pustosłowiu polityki. Czy jest jeszcze miejsce na kontemplację, smakowanie literatury? Są tacy, którzy przepowiadają, że czytanie książek będzie wkrótce tak rzadkie, jak muzykowanie. A może w kraju, w którym bohaterami są kibole, wstyd i strach będzie przyznawać się do czytania... Nie jest jeszcze tak źle.

Na pierwszy wykład Tokarczuk przyszło tylu miłośników jej pisarstwa, że trzeba było zamieniać salę na aulę. Ta – największa, u filologów na Pomorskiej – wypełniona była do ostatnich rzędów przez następne dwa spotkania. Po każdym, ustawiała się kolejka po autograf (też w niej stałem), licząca około stu, stu trzydziestu osób. Każdy otrzymuje wpis z dedykacją, opatrzoną imieniem i nazwiskiem właściciela książki, a po wpisie Olga Tokarczuk zawsze wstaje i ściska dłoń.

Szacunek do słuchaczy przejawił się także w przygotowaniu wykładów i odczytaniu ich. Każda minuta była więc dla autorki bardzo cenna. Oczywiście, te teksty powinny zostać opublikowane drukiem, to logiczne następstwo jej pracy.

I jeszcze jeden, jak sądzę dowód mądrości, wielkości charakteru Olgi Tokarczuk. Ta  utytułowana pisarka, zarówno w Polsce, m.in. laureatka Nagrody Kościelskich, Paszportu Polityki, Nagrody Samuela Bogumiła Lindego, dwukrotna laureatka Nagrody Literackiej Nike – jak i za granicą, m.in. Brucke Berlin-Preis, słoweńskiej Nagrody Literackiej Europy Środkowej Vilenica, Międzynarodowej Nagrody Literackiej Kulturhuset Stadsteatern w Sztokholmie i ostatnio, dosłownie, tuż po wykładach – The Man Booker International Prize w Londynie. Otóż pisarka w swych wypowiedziach, rozmowach, wywiadach nie ma nic z  narodowego wieszcza , z tego zadęcia ja i reszta świata.

Uroda skromności i zwyczajności zachęca do poznawania jej utworów.

Zapewniam, że kto zaczął, czyta kolejne i czeka na następne. Chociaż autorka mówi o sobie: Jestem pisarką, czyli rzemieślniczką, pracującą w bardzo szczęśliwej dziedzinie ludzkiej aktywności. Zajmuję się snuciem historii i oddawaniem ich gotowych pojedynczemu doświadczeniu czytelnika i wspólnym pokładom wyobraźni zbiorowej .

x x x

Interdyscyplinarne Centrum Badań Humanistycznych Uniwersytetu Łódzkiego, wspomagane przez Dom Literatury w Łodzi, zainicjowało cykl spotkań z twórcami literatury. To fakt budzący radość i podziw wśród tych, którzy kontakt z książką uznają za święto dnia i nocy. Będą czytać, jak zazwyczaj, impulsywnie oddając się światu kreowanemu. Lecz często – jak w kompozycjach Jana Sebastiana Bacha – nastąpi równocześnie wsłuchanie się w polifonię wiedzy na tematy teorii i historii literatury. Kto to mówi? Jak, jakim językiem? Narrator, jaki? Wszechwiedzący, czy subiektywny. Fikcyjny? Opowiadać może bohater. A może wydarzenia opowiadają się same? Dlaczego jest to tak napisane, a nie inaczej? Po co taka kompozycja, co jest jej dominantą, tematem, motywami? Jak one zazębiają się, współgrają ze sobą? Po co autor wprowadza tę postać? Dlaczego jest mi znajoma? Ile mnie jest w tej postaci? I tak dalej i dalej, żeglując po tym oceanie.

Piotr Słowikowski