Co w rosyjskiej duszy gra

12-09-2014

Jeszcze w styczniu po takim pytaniu poprosiłbym o doprecyzowanie, o czyją duszę tu chodzi. Rosjanie są społeczeństwem wielonarodowym i z założenia co innego gra w duszy narodów Syberii, co innego na Kaukazie i co innego u Wielkorusów.

Wychodząc z takiego założenia, przez lata, w ślad za Aleksandrem Sołżenicynem, tłumaczyłem, że nie należy utożsamiać rosyjskości z sowieckością, że zbrodniarzami sowieckimi byli ludzie różnej narodowości (Stalin z Berią byli np. Gruzinami, a bezpiekę bolszewicką stworzył przecież Polak, Feliks Dzierżyński), którzy w imię idei komunistycznej swe pochodzenie narodowe wyrzucili na śmietnik.

Teraz się pogubiłem, gdyż z badań Centrum Lewady wynika, że wielonarodowi mieszkańcy Rosji w popieraniu występów swego prezydenta podczas aneksji Krymu i konfliktu na południowo-wschodniej Ukrainie stają się nieomal jednomyślnym narodem. Wspiera go 86 proc. Rosjan (dane z lipca). Tylko raz w piętnastoletniej historii swych rządów miał lepszy wynik – 88 proc. we wrześniu 2008 r. podczas wojny z Gruzją.

Gdy Rosjanie zrzucili z siebie jarzmo komunizmu, wydawało się, że podążą wreszcie drogą okcydentalistyczną i zbudują u siebie społeczeństwo obywatelskie. Jelcyn tę szansę zaprzepaścił. Zamiast budowania demokracji i państwa prawa sklecił diermokrację (gównokrację, jak mówią Rosjanie) – skorumpowany system oligarchiczny – i doprowadził kraj do bankructwa. Nadzieja na lepszą rzeczywistość pojawiła się wraz z Putinem i jego hasłem wyborczym z roku 2000 – dyktatura prawa. Kto dziś to hasło pamięta? Zrealizował tylko połowę – autorytaryzm zatriumfował, lecz korupcja panoszy się po dawnemu i wciąż panuje powszechny brak świadomości prawnej.

Faktem jednak jest, że podczas rządów Putina państwo jako instytucja stanęło na nogi a poziom życia mieszkańców Rosji wzrósł siedmiokrotnie. Dlatego poparcie społeczne w ciągu piętnastu lat jego rządów zawsze przekraczało 60 proc., mimo powszechnego w Rosji braku szacunku dla władzy w ogóle. Zdaniem Lwa Gudkowa, szefa Centrum Lewady, Rosjanie postrzegają władzę jako egoistyczną, skorumpowaną, złodziejską, mafijną, nie szanującą ludzi, nie liczącą się z prawem, niekompetentną. Jednocześnie 85 proc. respondentów twierdzi, że nie jest w stanie w jakikolwiek sposób wpłynąć na zmianę tej sytuacji. Nieważne więc czy władza jest skorumpowana, czy nie – ważne, że żyje się lepiej.

Niemniej, do stycznia tego roku można było zaobserwować tendencję spadkową poparcia dla wszystkich elementów władzy w Rosji. W styczniu działalność Dumy (parlamentu) akceptowało tylko 36 proc. respondentów (nie akceptowało 63 proc.), rządu – 43 proc. (nie – 56 proc.), premiera Miedwiediewa – 48 proc. (nie – 51 proc.), Putina – 65 proc. (nie – 34 proc.).

Tendencję tę odwrócił konflikt ukraiński. W końcu stycznia rozpoczęła się w Rosji niewiarygodna antyukraińska kampania propagandowa pod hasłami: biją naszychobrona przed faszyzmem. – Telewizję ogląda 94 procent – mówi Lew Gudkow. – Ludzie otrzymują informację w formie obrazka, który ich przekonuje. Daruję sobie komentarz, jak jest ów obrazek zbudowany – jasne, że to montaż, z silnym efektem sugestii, dezinformacji; ważne, co pokazują oraz że brak jest alternatywy, innej wersji, innego wyjaśnienia.

W pełni świadomie manipuluje się społeczeństwem, które nie ma pojęcia, co dzieje się naprawdę. Ograniczono wszystkie alternatywne źródła informacji. Stąd wyniki: w lipcu poparcie dla Dumy wzrosło do 53 proc., dla rządu – do 60 proc., dla Miedwiediewa – do 65 proc. i dla Putina – do 86 proc.. Ludzie uwierzyli w ukraińskie faszystowskie zagrożenie. Sceny z Ukrainy pokazywane w telewizji mroziły krew w żyłach. Zapomniano o własnych faszystach, o Aleksandrze Barkaszowie i jego bojówkach, o faszyzującym Eduardzie Limonowie, Aleksandrze Duginie, o Dmitriju Rogozinie i Jewgieniju Fiodorowie, zdaniem których wredne siły Zachodu przeprowadziły w Rosji w roku 1991 drugą liberalno-demokratyczną rewolucję (pierwszą w 1917) i władza w Rosji w latach 90. przeszła jakoby w obce, nierosyjskie ręce. Gdyby policzyć, faszyzujących, szowinistycznych polityków nazbierałoby się ich w Rosji dużo więcej niż na Ukrainie.

Propaganda telewizyjna odmroziła w świadomości Rosjan imperialnego homo sovieticusa. W końcu czerwca Centrum Lewady zapytało: Czy Rosja ma prawo przyłączyć do siebie terytoria byłych republik ZSRS na podstawie oświadczenia, że mieszkający tam Rosjanie mogą doznawać lub doznają prześladowań lub ograniczenia swoich praw?. Na to pytanie 82 proc. mieszkańców Federacji Rosyjskiej odpowiedziało pozytywnie, a jedynie 6 proc. negatywnie!

W Rosji rośnie niechęć do USA (dziś 74 proc., w styczniu 44 proc.) i Unii Europejskiej (60 proc., w styczniu 34 proc.; coraz bardziej staje się popularna propagowana przez Putina idea nacjonalistycznej konserwatywnej rewolucji, a w ślad za nią hasło Nie jesteśmy Europą! (lub w bardziej dosadnej wersji: Nie jesteśmy Gejropą!). Putin te nacjonalistyczne nastroje rozbudza i podtrzymuje. Ma usta pełne frazesów o hołubionych w Rosji tradycyjnych wartościach, które na Zachodzie są jakoby coraz częściej negowane.

Rosjanie są przekonani, że w konflikcie ukraińskim racja prawna i moralna jest po stronie Putina, gdyż stara się on nie dopuścić do rozszerzenia NATO, broni geopolitycznych i ekonomicznych interesów Rosji, bazy rosyjskiej floty w Sewastopolu, a także ludności rosyjskiej na południowym wschodzie Ukrainy. Szans na zmianę ich stanowiska tymczasem nie ma żadnych. Są przekonani, że zachodnie sankcje nie dotyczą mas, a jedynie wąskiego kręgu elit oraz że Rosji zagraża wielu wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Sytuacja może diametralnie się zmienić dopiero wówczas, gdy wojska rosyjskie wkroczą na Ukrainę a telewizja zacznie pokazywać przewożone do Rosji trumny z zabitymi żołnierzami.

Już nie będę bronił Rosjan przed utożsamianiem ich z Sowietami. Sami sobie tworzą rzeczywistość, w której żyją. Nie ma co zwalać winy na obcych.

Andrzej de Lazari

W pierwotnej wersji tekst ukazał się w internecie na stronie Instytutu Obywatelskiego. Publikowany obecnie w „Kronice” został nieco skrócony i zaktualizowany przez autora