Pierwsi romaniści

05-10-2015

Rok 1945, wielka radość, że wojna się skończyła, że Łódź uniknęła wielkich bombardowań, że Niemcy uciekli w popłochu i że ruszają szkoły, i że będą szkoły wyższe, których miasto przed wojną było pozbawiona. Zapisuję się na filologię francuską – język ten był moim ulubionym, obok łaciny, przedmiotem w szkole. Na pierwszym roku filologii francuskiej jest nas garstka, tworzymy małe kółko, które współpracuje z Kołem Polonistów.

Zdjęcie Lidii Sujczyńskiej z okresu studiów na UŁ

Fot.: z archiwum prywatnego autorki

Kierownikiem Katedry Filologii Francuskiej został  prof. Bolesław Kielski, a rolę jego asystentki i zarazem gospodyni zakładu, załatwiającej wszelkie formalności sprawowała  Jadwiga Boleska, nasza koleżanka. Ona jako pierwsza uzyska tytuł magistra.

Na wykładach szefa naszej katedry zapoznajemy się z terminologią lingwistyczną, a na drugim roku śledzimy przekształcenia łaciny ludowej , używanej przez żołnierzy i chłopów, na podstawie zachowanych utworów literackich. Galowie mówili szybko i skracali wyrazy, ustalając akcent na ostatniej sylabie, w przeciwieństwie do akcentu języka włoskiego i hiszpańskiego, które poznawaliśmy na lektoratach.  

Rozpoczynając od Sekwencji o św. Eulalii (wiek IX), pieśni trubadurów, Pieśni o Rolandzie dochodzimy do twórczości Francois Villona (XIV w.), którego francuszczyzna jest w pełni ukształtowana.

Historię filozofii wykładał prof. Sergiusz Hessen. Jego wykłady z filozofii greckiej to niezapomniane, natchnione opowieści o Platonie, jaskini filozofów, w której uwięzieni ludzie widzą tylko cienie zjawisk, odbijające się na ścianie.

Fascynujące były wykłady prof. Lidii Łopatyńskiej. Mówiła żywym, obrazowym językiem, zerkając od czasu do czasu do notatek. Jeden cykl wykładów poświęcony był historii krytyki literackiej we Francji. Wykłady o teatrze francuskim miały wydźwięk aktualny, wystawiane wówczas były bowiem sztuki Jean Giraudoux, Jean Paul Sartre"a. Łódzki teatr rozkwitał, najlepsi aktorzy grali w Łodzi. Debiutowali młodzi – Andrzej Łapicki i Zofia Mrozowska, niezapomniana Elektra. W roli Klitemnestry wystąpiła Zofia Małynicz, a Aleksander Zelwerowicz i Jacek Woszczerowicz wcielali się na zmianę w rolę żebraka-filozofa.

Ważną rolę w pogłębianiu wiedzy o kulturze Francji i praktyki języka odgrywał Instytut Francuski w Polsce, który podlegał Sorbonie. Po ukończeniu  kursu organizowanego przez tę placówkę i zdaniu egzaminu otrzymywało się odpowiedni certyfikat. 

Oddziałem instytutu w Łodzi kierował M. Gustin. Prowadził ciekawe wykłady i ćwiczenia, zwiedzał Polskę, twierdząc, że sam musi wyszukiwać ciekawe obiekty, bo Polska nie reklamuje ich należycie. Bardzo wesoła była wycieczka z nim do lasu. Zainscenizował scenę prowadzenia niedźwiedzia sam był niedżwiedziem, a kolega Lucjan Kowalski, prowadzącym. Po tej zabawie przez pewien czas obowiązywał zakaz mówienia po polsku, a potem zakaz mówienia po francusku. Gustin starał  się poznać język polski, czuł się dobrze w Polsce, sprowadził tu nawet rodzinę. Niestety, wskutek jakichś zawirowań politycznych musiał prawie z dnia na dzień wyjechać. Żegnając nasz kraj gorzko powiedział: – Tak kończy się przyjaźń między narodami!

Zabawa w lesie; Lucio Kowalski (na zdjęciu z lewej) prowadzący niedźwiedzia, czyli M. Gustina

Fot.: Lidia Sujczyńska

W naszej małej społeczności zdarzały się oczywiście również momenty weselsze. Kiedyś porządkowałyśmy jakieś dokumenty pod kierunkiem prof. Łopatyńskiej. W pewnej chwili zaproponowała ona, by każda z nas powiedziała jakiś śmieszny wierszyk i jako pierwsza wygłosiła utwór, który rozpoczynał się słowami: Rzekł raz osioł do osła, spanie to rzecz podniosła ... Ja wygłosiłam wierszyk o cielątku i bocianie. Wesoło bywało na lektoracie hiszpańskim:  – A quien veo en el cuarto? – pyta Ireczkę pani profesor. Oczekując odpowiedzi, A mis amigos, podpowiada:  – Mis, mis ... – A Ireczka w najlepsze:  – Miss Rolińska.  – Pomieszanie języków jak w wieży Babel, wybuch śmiechu słychać było pewnie w całym gmachu.

Profesor Ciesielska-Borkowska mieszkała w Krakowie. Nie pamiętam już jak często przyjeżdżała do Łodzi, ale z naszym gronem była bardzo zżyta. Nawet  gdy byliśmy już po magisterium rozmawiała z Jadzią Boleską o naszych sprawach rodzinnych. Kiedyś spytała ją czy zamierza wyjść za mąż. Jadzia potwierdziła. – A Lucio? – spytała pani profesor. – Lucio też się żeni – usłyszała w odpowiedzi. – Żeni się! – wyraźnie obruszyła się profesor – a tyle miał tu ładnych koleżanek!  – Dopiero podczas następnego pobytu w Łodzi pani profesor dowiedziała się od Jadzi, że to właśnie ona wychodzi… za Lucia.

Po ukończeniu studiów nasze małe grono zachowało żywą więź, mimo że nie wszyscy mieszkali w Łodzi. Gościnny dom państwa Boleskich był miejscem spotkań z okazji świąt, imienin. Profesor Boleski lubił rozmowy z koleżankami Jadzi, a pani Boleska piekła świetne torty. Niebawem Lucio Kowalski wszedł do rodziny.

Uzupełnieniem i pogłębieniem wiedzy o współczesnej Francji oraz doskonaleniem języka było uczestnictwo w kursach wakacyjnych w Sulejówku pod Warszawą,  prowadzonych przez profesorów  francuskich. Po udziale w kursie wakacyjnym można było starać się o wyjazd do Sevres. To było spotkanie z Zachodem, a jednocześnie pewien szok cywilizacyjny. Poza wykładami i ćwiczeniami językowymi uczestniczyliśmy w ciekawych wycieczkach i poznawaliśmy wspaniałą architekturę z czasów królewskich.  Na wykładach poznawaliśmy nowe trendy nauczania języków obcych – metody bezpośrednie. Bardzo szybko oswoiliśmy się z Paryżem. W Sevres byłam dwukrotnie.

Ale w Polsce język francuski przegrywał z angielskim. Zapisałam się więc na zaoczne studia języka rosyjskiego w Warszawie. Byłam samoukiem, a musiałam zmierzyć się z repatriantami ze Związku Radzieckiego. Profesor Bazyli Białokozowicz, wiedząc, że  jestem romanistką, zaproponował mi na temat pracy magisterskiej Jean Jacques Rousseau i Lew Tołstoj.

Ostatnie spotkanie całej naszej grupy w roku 1985 u Dusi Roszczynowej trwało długo i było bardzo wesołe. Nie było jakąś cezurą, nic się nie kończyło, nasza więź trwała nadal.

Lidia (Wilińska) Sujczyńska