Nagroda Nobla to loteria

05-10-2015

Przedstawiamy zapowiedzianą wcześniej relację z konferencji prasowej prof. Emberta Eco na Uniwersytecie Łódzkim. Z oczywistych względów pytania dziennikarzy koncentrowały się przede wszystkim wokół najnowszej książki wielkiego włoskiego myśliciela pod tytułem Temat na pierwszą stronę oraz roli mediów we współczesnym świecie.

Umberto Eco (drugi z prawej) podczas konferencji prasowej na Uniwersytecie Łódzkim

Fot.: Dariusz Kulesza/ Kalejdoskop Kulturalny Reymont

Odpowiedzi na nie – jak zwykle u tego wybitnego uczonego, pisarza i myśliciela – kraszone były obficie sosem filozoficznym, autoironią, przednim żartem, anegdotą, niekiedy ciętym dowcipem i pointowane pogłębioną refleksją.

Przeczytałem pana najnowszą powieść i myślę, że jest znakomita. Spostrzeżenia dotyczące mediów i współczesnego społeczeństwa są w niej niezwykle trafne. Co, zdaniem pana profesora powinno się zdarzyć, by mediom została przywrócona ich wiarygodność. Czy jest to dziś możliwe?

 – Pytanie za sto tysięcy dolarów. W mojej powieści Temat na pierwszą stronę przedstawiłem fatalną gazetę. Ale w wielu dyskusjach, które miałem na temat tej książki z dyrektorami wielu gazet, cenionych gazet włoskich, oni również przyznawali, że niektóre rzeczy, które przedstawiłem w książce dotykają również ich gazet. Problemem pism codziennych jest to, że od kiedy mamy telewizję, prasa podaje rano tak naprawdę informację, którą wszyscy znają od poprzedniego wieczora, bo podała ją już telewizja. Sprawia to, że rodzą się takie wady dziennikarstwa, o których piszę w mojej książce. Należy także podkreślić, że gazeta nie liczy już czterdziestu stron, tylko sześćdziesiąt pięć, na których należy coś napisać, jakoś je wypełnić, a na to zawsze jest zbyt mało czasu. Rozwiązania są dwa; pierwsze – pogłębienie treści, ale trudno jest cokolwiek pogłębić, jeżeli wiadomość dociera do dziennikarza o godzinie osiemnastej poprzedniego dnia i ma on czas na poszerzenie wiedzy o niej do północy. A drugą rzeczą jest, że gazeta musi sprostać wyzwaniu swojego głównego przeciwnika, konkurenta jakim jest internet. Dla użytkownika globalnej sieci główną jej zaletą jest bowiem możliwość filtrowania informacji, wybierać samemu spośród nich takie, które uważa za najbardziej istotne.

Gazeta przyszłości, dobra gazeta powinna więc być taką, która przynajmniej dwie strony każdego wydania poświęca na analizę krytyczną tego, co znalazło się w internecie. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że wpłynie to znacząco na zmianę przygotowania zawodowego dziennikarzy.

Na ile osobiste doświadczenia miały wpływ na kształt pana książki i dlaczego jej akcja toczy się na początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku?

 – Piszę do gazet, czyli moja krytyka jest krytyką z wewnątrz. Od przynajmniej trzydziestu lat zamieszczam w prasie artykuły i rozprawy. Dla mnie więc naturalnym wyborem było napisanie książki o dziennikarstwie. To jest temat, który gdzieś tam pojawił mi się w głowie i wracał przez kilkadziesiąt lat. Dlaczego rok 1992? Po pierwsze chciałem, aby akcja książki toczyła się jeszcze przed pojawieniem się internetu. Gdybym przeniósł ją w czasy masowego korzystania z tego medium,  powieść zupełnie musiałaby być zmieniona. Chciałem też napisać książkę o bohaterach, którzy nie wiedzą jeszcze o pewnych wydarzeniach, które później nastąpią, a czytelnik o nich już wie. Ponadto rok 1992 był rokiem bardzo ważnym dla Włochów, wówczas bowiem były prowadzone dochodzenia dotyczące korupcji, nastąpił upadek dużych, ważnych partii politycznych. Niestety, nie doprowadziło to do żadnych istotniejszych zmian. Zainteresował mnie jednak także ważny moment naszej historii.

Jak nie wpadać w zasadzkę pozornego jedynie poszerzania wiedzy poprzez poszukiwania w internecie coraz większej liczby nowych informacji, by następnie zaraz szybko o nich zapominać? Jak wytłumaczyć naszym dzieciom, by potrafiły znajdować w sieci wiedzę nie tylko teoretyczną, coraz obszerniejszą, ale też i bardziej pogłębioną, nie szukając przy tym nowych bodźców, łatwych rozwiązań, wyjaśnień różnych zjawisk czy też odpowiedzi na wszystkie pytania i wątpliwości nurtujące współczesnego człowieka?

 –  To jest pytanie już za dwieście tysięcy dolarów! Jeszcze dodatkową rzeczą jest, jak nauczyć dzieci filtrować informacje? Jak je wybierać? Oceniać: na ile są wiarygodne, wartościowe, jak oddzielać ziarno od plewy? Szkoła do tego nie jest przygotowana, bo często również sami nauczyciele nie wiedzą w jaki sposób filtrować informacje. Rodzice są zresztą w tej samej sytuacji. Daję zawsze jedną radę; nauczyciel powinien zadawać uczniom pracę domową polegającą na przygotowaniu jakiegoś tematu. Kompletnie przy tym nie ma znaczenia czy oni skopiują materiał z internetu. Niech skopiują, ale obowiązkowo muszą zasięgnąć informacji na przynajmniej dziesięciu stronach internetowych. To może w uczniach rozwinąć ducha krytycyzmu, umiejętność krytycznego podchodzenia do tematu. Podobnie rzecz się ma do czytania czterech lub pięciu gazet, zamiast jednej. W ten sposób mamy szerszy obraz, jesteśmy w stanie bardziej krytycznie patrzeć na to, co przekazuje nam prasa. Być może zasięgając informacji na dziesięciu stronach jesteśmy w stanie, poprzez wyciągnięcie wspólnych elementów, ustalić to, co jest naprawdę wartościowe, istotne dla danego tematu. Odciąć zarazem nieistotną resztę.

– Amos Oz, jeden z faworytów do literackiej Nagrody Nobla, podczas konferencji prasowej na Uniwersytecie Łódzkim, po nadaniu mu tytułu doktora honoris causa UŁ, powiedział: Nie umrę nieszczęśliwy, jeśli jej nie otrzymam. Czym dla pana jest ta nagroda?

  – Jeśli chodzi o Nagrodę Nobla, to jej komitet nie może przydzielić więcej nagród literackich niż sto w ciągu jednego wieku. A ponieważ wiemy, że istnieje ponad pięć tysięcy języków i wielu dobrych pisarzy jest to po prostu loteria.

 –  Pytanie, myślę że za trzysta tysięcy dolarów; czy Juventus wygra Ligę Mistrzów UEFA?

–  Sport mi wisi. Mam sport gdzieś. Natomiast lubię niekiedy popatrzeć, jak się tłuką na boisku.

 – Często dziennikarze pytają o sprawy, na których pan się nie zna, na przykład, skutki powodzi? Czy to nie jest przypadkiem uboczny skutek tego, że semiotycy stale poszerzają krąg swoich zainteresowań. Jeżeli wszystko jest tekstem, to o wszystko można semiotyka pytać?

  – Przede wszystkim jestem filozofem. Mogę więc zawsze powiedzieć za moim kolegą Sokratesem: Wiem, że nic nie wiem. Błędem dziennikarzy jest to, że sądzą, iż naukowcy są wyroczniami. Aby nauczyć, wyedukować ludzi pierwsza odpowiedź na to tego pytanie powinna być: Nie wiem, nie wiem. W ten sam sposób postępuję z moimi wnukami. Nie powinni bowiem wychodzić z założenia, że dziadek wie wszystko.

 –  Czy fakt, że otrzymał pan doktorat honoris causa w dzień Zesłania Ducha Świętego można potraktować jako znak?

 –  Teraz, gdy mi pan o tym powiedział, muszę to przemyśleć. Wcześniej nie przyszło mi to nawet do głowy, po prostu nie wiedziałem.

 – Jako bardzo utytułowany uczony, jak odbiera pan doktorat honorowy nadany panu przez skromną łódzką uczelnię?

 – Są skromne uniwersytety, w których pracuje kwiat naukowców i oni uczą kwiat  studentów. Jak wspomniałem na wstępie dzisiejszego wykładu moje kontakty z kulturą polską są bardzo bogate i bardzo długie. W związku z tym bardzo się cieszę z tego, że mogłem, tutaj w Łodzi otrzymać tytuł doktora honoris causa. Na tym uniwersytecie są szaleńcy, którzy napisali książkę o mnie. I jest to powód, aby być bardzo zainteresowanym tą właśnie uczelnią.

 – Czy dziś jest dobry czas dla dziennikarzy? Czy czas umierać, czy też jest jeszcze czas dla rzetelnego dziennikarstwa?

 – Moja książka kończy się transmisją BBC, która jest przykładem dobrego dziennikarstwa. Nie jest prawdą, że nie można już robić rzetelnego dziennikarstwa. Prawdą jest natomiast, że ludziom na nim nie zależy. Nikt na dobre dziennikarstwo nie zwraca już uwagi. I to jest problem. O dobre dziennikarstwo trzeba więc walczyć.

 – Czy było jakieś wydarzenie medialne, które skłoniło pana do napisania ostatniej książki?

– Nie, takiego wydarzenia nie było. Decydujący wpływ na napisanie tej książki miało jednak to, że w ostatnim czasie miałem dość dużo do czynienia z dziennikarstwem śmieciowym. Na przykład, pewna gazeta, która najwyraźniej mnie nie lubi, napisała że widziano Emberta Eco z nieznaną osobą w restauracji chińskiej jak jedli pałeczkami. Otóż nieznana osoba była osobą nieznaną dla dziennikarza. W rzeczywistości był to mój kolega i przyjaciel. Jeżeli się natomiast pisze, że widziano z nieznanym osobnikiem, to taka informacja już budzi podejrzenie jakiegoś spisku szpiegowskiego, międzynarodowego czy czegoś takiego. We wszystkich dużych miastach się restauracje chińskie, w których je się pałeczkami, natomiast w małych miejscowościach takich restauracji nie ma. Osoby z małych miejscowości nie widziały najczęściej na żywo nikogo jedzącego pałeczkami, co najwyżej w jakimś filmie. Takie informacje powodują inicjowanie rożnego rodzaju insynuacji na podstawie zupełnie normalnych, zwyczajnych zdarzeń. Gazeta, w której opublikowana została wspomniana wcześniej informacja dała później bardzo dobrą recenzję mojej książki, pisząc o niej, że to świetna literatura, bo poruszająca problemy… innych,  szmatławych gazet.

 – Jak pan profesor ocenia przyszłość nauk humanistycznych?

   – Camillo Olivetti, przedsiębiorca włoski, który założył nazwaną swoim imieniem firmę produkującą maszyny do pisania, później również pierwsze komputery, nie tylko zresztą w Italii, ale również w świecie,  zatrudniał w swym przedsiębiorstwie absolwentów kierunków humanistycznych. Zwłaszcza tych, którzy pisali, na przykład, prace magisterskie o literaturze greckiej, ponieważ był przekonany, że oni są bardziej kreatywni, bardziej otwarci. Przyszłość należy więc tylko do humanistyki, bo przyszłością jutra będzie wymyślanie, projektowanie, pisanie programów komputerowych. A wyobraźnię pobudzamy bardziej czytając Homera niż traktat o księgowości. Oczywiście bardzo się cieszę, że wyższe szkoły kształcą również lekarzy i inżynierów. Z reguły jednak lekarze, którzy dochodzą do ciekawych odkryć naukowych, to są ci czytający także dobre książki.

Na pierwszym miejscu w ocenach ludzi stawia się zwykle mądrość. Panuje  przy  tym przekonanie, że jeśli ktoś jest mądry to musi być dobry. Jest pan mądry, ale czy jest pan dobry?

– Doktor Joseph Paul Goebbels był człowiekiem bardzo wykształconym. Nie ufałbym za bardzo mędrcom bowiem niekiedy mądrość nie idzie w parze z dobrocią. Nawet Platon, jak zaczął zarządzać Sycylią, sporo namieszał. Jest to kwestia nad którą długo jeszcze moglibyśmy się zastanawiać, ale nie mamy dziś już na to czasu.

  Zanot. i oprac.: S.B.