Matematyczne rozumowanie

21-04-2015

O zawodzie aktuariusza i tajemnicach królowej nauk Kronika rozmawia z Michałem Brzozowskim, studentem drugiego roku studiów uzupełniających na specjalności matematyka finansowa i aktuarialna Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Łódzkiego.

Fot.: ze zbiorów prywatnych

Dlaczego zdecydował się pan studiować na specjalności matematyka finansowa i aktuarialna?

  – W liceum zainteresowałem się matematyką i wybrałem studia, na których mógłbym zarówno poznać podstawy teoretyczne, jak i zgłębić modele stosowane w finansach. Mimo wybranego kierunku, nadal większą sympatią darzę tak zwaną matematykę czystą. Ujmując to bardziej poetycko, znak całki wydaje mi się bardziej pociągający od symbolu dolara.

Czym dokładnie zajmuje się absolwent tego kierunku, czyli aktuariusz?

  – Aktuariusz to matematyk zajmujący się szeroko pojętym ryzykiem. Do jego zadań należy choćby szacowanie prawdopodobieństw niezbyt przyjemnych zdarzeń w rodzaju wypadku, śmierci ubezpieczonego czy plajty ubezpieczyciela. Chociaż żonglowanie prawdopodobieństwami zgonu może się wydawać trochę makabryczne, zawsze można zastąpić to prawdopodobieństwo przez jeden odjąć szansa przeżycia. Wszystko zależy od optyki. Ponadto praca aktuariusza polega na wyznaczaniu składek i rezerw. Aktuariusze najczęściej pracują w firmach ubezpieczeniowych, bankach i instytucjach finansowych.

Jak wyglądają egzaminy aktuarialne?

  – Egzaminy aktuarialne składają się z czterech części: matematyka finansowa, matematyka ubezpieczeń na życie, ubezpieczenia majątkowe oraz rachunek prawdopodobieństwa i statystyka. Każda z części ma postać dziesięciu zadań zamkniętych, na których rozwiązanie ma się sto minut. Aby zaliczyć egzamin, należy zdać wszystkie części w ciągu dwóch lat.

Udało się panu zaliczyć wszystkie te egzaminy w jednej sesji. W jaki sposób dokonał pan tej sztuki?

  – Bardzo pomogła mi wiedza, którą zdobyłem podczas studiów oraz uczestnictwo w konferencjach naukowych. Jeśli chodzi o przygotowania do egzaminów, to zastosowałem najbardziej niewyszukaną czy wręcz prostacką metodę. Po prostu rozwiązywałem testy z poprzednich egzaminów. I rozwiązywałem ich dużo. Przyznam, że nie nastawiałem się na zdanie od razu wszystkich części.

Dlaczego jednak ostatecznie taką decyzję pan podjął?

  – Zakres testów aktuarialnych jest dosyć obszerny, więc obejmuje też tematy, których zwyczajnie nie lubię. O ile nauka o prawdopodobieństwie czy teorii ruiny sprawia mi przyjemność, o tyle większość zadań z matematyki finansowej po prostu mnie nuży. Jeszcze miesiąc przed egzaminem czułem się bardzo niepewnie w tematach finansowych, ale postanowiłem jakoś zignorować niechęć i wziąć się do nauki. Rozwiązałem kilka testów i stwierdziłem, że może niepotrzebnie się uprzedzam i warto spróbować przystąpić do wszystkich części. Nie planowałem zdać wszystkiego od razu, ale nie miałem nic do stracenia.

Warunkiem uzyskania tytułu aktuariusza – poza zdaniem egzaminów – jest również odbycie stażu zawodowego.

  – To jeszcze przede mną. Planuję odbyć staż po zakończeniu studiów. Możliwe, że będzie się to wiązać z przeprowadzką do Warszawy.

 Jak dokładnie wygląda taki staż?

  – Aby uzyskać tytuł, trzeba odbyć roczny staż pod kierunkiem licencjonowanego aktuariusza. Zgodnie z ustawą należy wykonywać czynności z zakresu matematyki ubezpieczeniowej, finansowej i statystyki. Na pewno praca ta różni się od rozwiązywania zadań egzaminacyjnych. Miejsce teoretycznych obliczeń z kartką, długopisem i kalkulatorem zajmą symulacje komputerowe. Ponadto egzaminy nadal obejmują pewne reliktowe teorie jak funkcje komutacyjne czy osiemnastowieczne modele demograficzne. Podejrzewam, że wielu zagadnień, które poznałem podczas przygotowań do testów, nigdy już nie zobaczę na oczy. To dobrze.

Wspomniał pan, że staż aktuarialny może się wiązać z przeprowadzką do Warszawy. Czy w takim razie w Łodzi mało jest miejsc pracy dla aktuariuszy?

  – W Łodzi oczywiście znajdują się filie wielu firm ubezpieczeniowych, ale ich biura aktuarialne mieszczą się głównie w stolicy. O ile dobrze kojarzę, wszystkie cztery osoby z mojego wydziału, które zostały aktuariuszami, żyją i pracują w Warszawie. Może i mnie czeka tragiczny żywot słoika...

A czym zajmuje się pan obecnie?

  – Jestem na ostatnim roku studiów magisterskich. W swojej pracy dyplomowej opisuję pewien model związany z wyceną instrumentów pochodnych i teorią błądzeń losowych. W przyszłości chcę również zrobić doktorat i poświęcić go tematom związanym z rachunkiem prawdopodobieństwa i teorią miary. Nie mam jeszcze konkretnego pomysłu. Wolałbym coś bardziej teoretycznego, ale pewne modele aktuarialne również wydają się interesujące.

Myśli pan o studiach doktoranckich. Czy w takim razie łączy pan swoją przyszłość bardziej z pracą naukową niż aktuarialną?

  – Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym sposobem, żeby mieć dobre pomysły, jest mieć ich mnóstwo. Wiem, że tym kimś był Pauling, ale lubię zwrot ktoś kiedyś powiedział. Chciałbym mieć kilka pomysłów na swoją przyszłość, dlatego planuję równolegle pracować i robić doktorat. Zawód aktuariusza ma dość duży związek z karierą naukową, jeśli chodzi o nieschematyczność i ciągłą konieczność samorozwoju i podnoszenia kwalifikacji. Zobaczę, czy bardziej nadaję się na finansistę-matematyka czy na matematyka-finansistę. A jeśli rozczarują mnie obie te drogi, zajmę się pisaniem absurdalnych opowiadań.

Aktuariusz to chyba niezbyt popularny zawód. Jak wielu specjalistów w tej dziedzinie funkcjonuje na krajowym rynku pracy?

  – Aktuariuszy posiadających państwową licencję jest trzystu trzynastu w całej Polsce. To trochę przykre, że mało osób w ogóle kojarzy ten zawód. Jeśli ktoś stoi przed wyborem kierunku studiów oraz interesuje się matematyką i finansami, to polecam rozważenie tej profesji.

A jakie cechy osobowościowe sprzyjają wykonywaniu zawodu aktuariusza?

  – Trochę trudno jest mi wypowiadać się w kwestii tak zwanych kompetencji miękkich, ponieważ sam opanowałem je w stopniu co najwyżej miernym. Niemniej jednak aktuariusz na pewno powinien być osobą kreatywną, która potrafi dostrzegać wzorce. Niezbędna jest też umiejętność pracy w grupie, ponieważ specjaliści w tej dziedzinie głównie pracują w zespole.

Dla jednych matematyka to królowa nauk, dla innych zaś zmora szkolnej edukacji. A czym jest ona dla pana?

  – Dla mnie matematyka to rodzaj gry z niezwykle klarownymi zasadami, w której nie można oczekiwać znalezienia precyzyjnej odpowiedzi na nieprecyzyjnie zadane pytanie. Do tego dochodzi jeszcze ta słynna niepojęta skuteczność w naukach przyrodniczych. Trudno nie popaść w mistycyzm, gdy wyobrazi się matematykę jako powierniczkę tajemnic wszechświata. To także dedukcja w najczystszej postaci. Matematyczne rozumowanie przypomina śledztwo detektywistyczne, w którym trudno oczekiwać, że zabójcą okaże się lokaj. Już prędzej mordowała sokowirówka, która po uzyskaniu samoświadomości nie mogła poradzić sobie z weltschmerzem. Chociaż to też nie do końca oddaje paradoksalność niektórych matematycznych twierdzeń.

Rozmawiała: Paulina Czarnek