Profesor Jerzy Starnawski (1922?2012)

Maria Wichowa

08-01-2014

Drogi Mistrzu, Kochany Panie Profesorze, był Pan wzorem znakomitego nauczyciela akademickiego, profesora cieszącego się szacunkiem podopiecznych i kolegów, erudyty, historyka literatury o nienagannym warsztacie, dużym talencie, przenikliwym umyśle badacza, troskliwego opiekuna naukowego.

Z ogromnym wzruszeniem wspominam setki drobnych karteczek, zapisanych charakterystycznym, drobnym pismem, zawierających różnego rodzaju wskazówki naukowe, najczęściej bibliograficzne. Otrzymywałam je w różnych okolicznościach: to w Pana domu, to przed zajęciami czy zebraniem naukowym, to w bibliotece. Pamiętam też, jak łatwo rozpoznawał Pan swoich wypromowanych magistrów, witał się z nimi, pytał o bieżące sprawy. Wiem, że często przez długie lata podtrzymywaliście te kontakty, czasem doraźną współpracę naukową.

Starnawski

Był Pan dla mnie i dla uczniów Pana otaczających wzorem humanisty, człowieka odznaczającego się szczytnymi zasadami etycznymi, poczuciem godności osobistej i godności wykonywanego zawodu. Pamiętam, jak w jednej z licznych rozmów powiedział mi Pan znamienne słowa: Na starość staram się, jak mój mistrz Kleiner, pięknieć duchowo z każdym dniem. Tak było również w sytuacjach, gdy stawał Pan twarzą w twarz ze złem tego świata. Reagował Pan wówczas stanowczo i odważnie, ale szlachetnie, objawiając przy tym swą humanitas, która mi zawsze imponowała i budziła szacunek.

Był Pan uczonym wielkiego formatu, o renesansowym poglądzie na świat, o renesansowej aktywności w wielu dziedzinach: wszak nazwisko Starnawski nierozdzielnie kojarzy się z podstawowym podręcznikiem nauk pomocniczych historii literatury polskiej i literatur obcych, z ponad tysiącem publikacji z zakresu literatury staropolskiej, ale i innych epok, z badaniami nad dziejami polonistyki, z neolatynistyką, z bibliologią, z edytorstwem naukowym, z redakcją słownika badaczy literatury polskiej. Jako wybitny filolog, w każdej okoliczności naukowej przejawiał Pan miłość do słowa, miłość do literatury, czego materialnym wyrazem była miłość do książki, miłość bibliofila, który zgromadził ogromny i bardzo cenny księgozbiór.

Dziękuję za to, że dbał Pan również o rozwój moich zbiorów, ofiarowując mi często własne książki i liczne dublety ze swej biblioteki. W podobny sposób wzbogacał Pan i inne księgozbiory. Pamiętam, jak wysyłaliśmy duże paczki książek, pochodzące z dubletu Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, do Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Przemyślu, budującego swoją bibliotekę naukową. Był Pan ich przyjacielem, doradcą, opiekunem i mecenasem, także redaktorem Rocznika Przemyskiego zeszytu Literatura i Język.

Na koniec pozwolę sobie na akcent osobisty. Był Pan, Panie Profesorze, Mistrzem i Przyjacielem. Dziękuję gorąco za czterdzieści lat naszej współpracy, która z czasem przerodziła się w przyjaźń. Po Pana odejściu czuję wokół siebie pustkę. Nie ma już pośród żywych człowieka, któremu bezgranicznie ufałam, który zawsze chciał mojego dobra, który wspierał mnie z całych sił, abym wspinała się coraz wyżej w zgłębianiu tajemnic nauki. Będę zawsze pamiętać sakramentalne słowa, które padały podczas odwiedzin w Pana domu: Siadaj i mów mi wszystko o swoich sprawach osobistych i o tym, nad czym teraz pracujesz, co masz na warsztacie.

Zawsze Pan na bieżąco orientował się w moim dorobku. Gdy działa mi się krzywda, stawał Pan w mojej obronie, choć oznaczało to kłopoty i nieprzyjemności dla Pana. Mówił mi Pan często, co poczytuję sobie za zaszczyt i przejaw szczególnego rodzaju zażyłości, że traktuje mnie Pan jak przybraną córkę. Ja zaś z wzajemnością, jak przybranego ojca, a po trosze i dziadka, gdyż Pan życzliwie interesował się postępami mojego dziecka. Pamiętam, jak Pan zwracał się do mnie słowami: Słuchaj, Ty najwierniejsza z wiernych, zapraszam Cię na spotkanie naukowe, gdzie wygłaszam referat. Z tego bywania na prelekcjach Pana Profesora zrodziło się członkostwo w Polskim Towarzystwie Filologicznym, a potem w Łódzkim Towarzystwie Naukowym, gdzie zgodnie współpracowaliśmy ? Pan jako przewodniczący Wydziału Pierwszego, ja zaś w roli sekretarza.

Dziękuję za wizyty w moim domu, za wspólne wycieczki, jakie udało nam się odbyć, za szlachetną przyjaźń, która nas łączyła, za odwiedziny w szpitalu, za tysiące innych dowodów bliskości. Wiem, że to się zdarzyło tylko raz w moim życiu. Jestem bardzo szczęśliwa, że tyle dobra od Pana otrzymałam. Gdy się spotkamy w Leśmianowskim niebiosów pustkowiu będę szukała Pana przyjaznego i ojcowskiego uśmiechu z nadzieją, że i wtedy poprowadzi mnie Pan we właściwą stronę, jak to było tu, przez czterdzieści lat na uniwersytecie.


W siedzibie Łódzkiego Towarzystwa Naukowego 15 listopada odbyło się spotkanie poświęcone pamięci prof. Jerzego Starnawskiego z udziałem władz ŁTN, rodziny, przyjaciół i uczniów zmarłego. Przygotowywana jest także ? pod redakcją niżej podpisanej ? księga pamiątkowa poświęcona życiu i dorobkowi Profesora, tom monograficzny opatrzony pełną bibliografią prac zmarłego Uczonego.