Nie zgadzam się z narzekaniami

02-01-2014

Kronika rozmawia z dr. IVANEM PETROVEM z Katedry Slawistyki Południowej Uniwersytetu Łódzkiego oraz z Ceraneum ? Centrum Badań nad Historią i Kulturą Basenu Morza Śródziemnego i Europy Południowo-Wschodniej im. prof. Waldemara Cerana, laureatem stypendium Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dla młodych wybitnych naukowców

Skąd pomysł na wystartowanie w konkursie na stypendium dla młodych naukowców?

Ivan Petrov

? Obecnie w Polsce jest, moim zdaniem, bardzo wiele możliwości dla naukowców, aby aplikować o rozmaite środki na badania czy o wsparcie w formie chociażby stypendiów. Od kilku lat szczególnie wspierane są osoby młode. Regularnie staram się o różne granty ? w ministerstwie, Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, Narodowym Centrum Nauki i innych instytucjach. Starania te nie zawsze kończą się powodzeniem, ale muszę przyznać, że ostatnie lata pod tym względem prezentują się dość pozytywnie. W pewnym momencie dowiedziałem się, że wśród rozmaitych możliwości znajduje się również to stypendium ministerialne dla młodych naukowców i postanowiłem spróbować. Cieszę się, że pomysł ten poparły władze Wydziału Filologicznego, w których imieniu wystosowano aplikację i się udało.

Jest pan jedyną osobą z Uniwersytetu Łódzkiego, która w tym roku otrzymała to wsparcie. Jak dokładnie ono wygląda?

? Przez trzy lata, czyli przez trzydzieści sześć miesięcy, będę otrzymywał z ministerstwa odpowiednie środki na swoją pracę. Warunkiem, jaki muszę spełnić, jest kontynuowanie w tym czasie aktywnej działalności naukowej.

Wspomniał pan o zrealizowanych przez pana grantach. W tym roku rozpoczął pan pracę nad kolejnym.

? Grant ten ma charakter zespołowy, realizujemy go w centrum Ceraneum, a ja jestem jego kierownikiem. Został on przyznany w pierwszej edycji programu Sonata Bis, który ma dość specyficzny charakter, ponieważ wnioski w nim są rozpatrywane w trzech superpanelach dziedzinowych, a nie w kilkunastu panelach poszczególnych dyscyplin nauki, jak w większości pozostałych konkursów NCN. Nasz wniosek był więc konfrontowany ze wszystkimi pozostałymi wnioskami z obszaru nauk humanistycznych, społecznych i nauk o sztuce. Prowadzone w projekcie badania są poświęcone polskiej recepcji piśmiennictwa prawosławnych Słowian oraz ich literatury ludowej w kontekście twórczości translatorskiej. Rozpoczęliśmy pracę nad tym projektem już w 2009 roku w zespole łódzkim, do którego należą ? oprócz mnie ? doktor Agata Kawecka i doktor Małgorzata Skowronek z Katedry Slawistyki Południowej Uniwersytetu Łódzkiego. Wówczas wykonaliśmy swoisty rekonesans badawczy i okazało się, że materiał jest dość obszerny i jednocześnie słabo opisany. Nasz pomysł wynikał też z pewnej potrzeby praktycznej. Poza pracą badawczą i dydaktyczną prowadzimy bowiem działania popularyzatorskie ? jako paleoslawiści tłumaczymy teksty z różnych języków słowiańskich, przede wszystkim z różnych odmian regionalnych staro-cerkiewno-słowiańskiego, na język polski. Publikujemy je, między innymi, w antologiach i podręcznikach dla studentów. Nieraz trzeba sprawdzić, czy dane teksty nie były już tłumaczone na język polski. W którymś momencie okazało się, że przed nami wyłania się całe morze problemów teoretycznych i faktograficznych. W wyniku naszych pierwszych prac w tym zakresie powstał cykl artykułów, początkowo w założeniu głównie bibliograficznych i dokumentacyjnych, ale później stwierdziliśmy, że takie podejście jest niewystarczające. Poszerzyliśmy je o głębszą analizę przekładów, o próby ustalenia, czym kierowali się tłumacze, jakie były ich wybory translatorskie. Jest to problem bardziej złożony, dotykający recepcji prawosławnej kultury w Polsce na poziomie piśmiennictwa. Dla nas, jako filologów, najbardziej interesująca jest płaszczyzna języka, czyli tego, w jaki sposób pewne pojęcia, terminy, cechy stylu prawosławnych tekstów słowiańskich, mających często podłoże greckie, można przełożyć na inny językowo, kulturowo i religijnie kod. Do tego dochodzi blok literatury ludowej, czyli tekstów początkowo przekazywanych w tradycji ustnej, a dopiero później spisanych. Mam tu na myśli, na przykład, rozmaite legendy, podania, pieśni, które z kręgiem kultury Slavia Orthodoxa ? kręgiem prawosławnych Słowian ? się wiążą. Postanowiliśmy złożyć wniosek do NCN, żeby móc kompleksowo te zagadnienia zbadać i opisać, a na podstawie możliwie pełnej bibliografii twórczości przekładowej, która w wyniku naszych prac powstaje, sformułować najważniejsze wnioski dotyczące chronologii recepcji prawosławnej słowiańskiej kultury w Polsce. Do naszego zespołu zaprosiliśmy dwie osoby spoza Uniwersytetu Łódzkiego ? doktora Jana Stradomskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, paleoslatwistę bułgarystę specjalizującego się w historii piśmiennictwa prawosławnych Słowian I Rzeczpospolitej i polemik religijnych tego okresu oraz doktor Izabelę Lis-Wielgosz z Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, serbistkę, która zajmuje się recepcją piśmiennictwa i literatury staroserbskiej. Realizacja grantu jest przewidziana na pięć lat, a jego wynikiem mają być dwie książki oraz regularnie ukazujące się artykuły w wysoko punktowanych międzynarodowych czasopismach.

Przy okazji pana osoby nie sposób nie wspomnieć o centrum Ceraneum, w którego tworzenie był pan zaangażowany od samego początku, jako jeden z pełnomocników rektora. W tej chwili jest pan sekretarzem naukowym tej placówki. Czym dokładnie się pan zajmuje?

? Pełniona przeze mnie obecnie funkcja ? to sekretarz naukowy do spraw rozwoju centrum Ceraneum i działalności wydawniczej. Przekłada się to przede wszystkim na koordynowanie działań całego zespołu Ceraneum na polu pozyskiwania dotacji zewnętrznych na badania. Oczywiste jest, że jakikolwiek rozwój jest niemożliwy bez środków finansowych. Samo Ceraneum powstało po to, by skonsolidować rozproszony na wydziałach potencjał osób i zespołów badawczych, które zajmują się jednym obszarem (w sensie historycznym i geograficznym) i żeby ta kumulacja energii intelektualnej, którą nasz uniwersytet może się poszczycić, przerodziła się w projekty badawcze i wzmocniła potencjał naukowy, co jest brane pod uwagę przy ocenie wniosków grantowych. Moja praca polega więc, między innymi, na tym, by konsolidować pracę różnych osób, doradzać, wskazywać, gdzie i o jakie środki mogą się starać, wspierać przy tworzeniu koncepcji wniosków grantowych. Od roku 2013 jestem też sekretarzem redakcji rocznika Studia Ceranea, staram się o znalezienie środków na jego wydanie oraz publikację innych tytułów, które są przez nas przygotowywane i planowane. Doradzam i pomagam dyrekcji centrum kierowanego przez prof. Macieja Kokoszko i prof. Georiego Minczewa w działaniach zmierzających do nawiązania i uaktywnienia współpracy międzynarodowej. Drugim sekretarzem naukowym Ceraneum jest doktor Paweł Filipczak, z którym od samego początku ściśle współpracuję w realizacji wielu zadań i pomysłów i który ? poza wytężoną pracą w kilku projektach badawczych ? koordynuje, między innymi, bardzo istotną część działalności naszego centrum ? funkcjonowanie księgozbioru Ceraneum, znajdującego się w Bibliotece Uniwersytetu Łódzkiego. Muszę przyznać, że jestem wielkim zwolennikiem pracy zespołowej, bo pozwala ona nie tylko na kumulowanie, wyzwalanie i potęgowanie energii potrzebnej do skutecznych badań, ale również motywuje do większej odpowiedzialności względem siebie.

To już ponad dwa lata, odkąd powołano centrum Ceraneum. Jak podsumowałby pan ten okres?

? Jestem zadowolony z tego, że sprawdziła się idea strukturalna centrum, czyli połączenie potencjału naukowego osób reprezentujących różne jednostki uczelni, które mają wspólne lub zbieżne zainteresowania badawcze. W naszym przypadku jest to przede wszystkim obszar basenu Morza Śródziemnego, tereny postbizantyńskie, kultura prawosławnych Słowian. Sprawdziła się, bo zaowocowała kilkoma grantami ? indywidualnymi, zespołowymi, międzynarodowymi, krajowymi i innymi łącznej wartości finansowej wynoszącej w tej chwili prawie milion złotych. Dla nauk humanistycznych jest to pokaźna suma. Udało się więc uwolnić i sensownie ukierunkować dotychczas rozproszoną energię, o której mówiłem przed chwilą. Oczywiście, chciałoby się jej jeszcze więcej. Zastanawiamy się, na przykad, jak włączyć w nasze prace doktorantów i studentów. Powołaliśmy Sekcję Naukową Studentów przy centrum Ceraneum, która działa od kilku miesięcy, a jej opiekunem jest filolog-klasyk doktor Anna Maciejewska ze Studium Języków Obcych. Mam nadzieję, że uda się zainteresować studentów na tyle, by móc wykorzystać ich aktywność i nieszablonowe pomysły. Po tych ponad dwóch latach działalności w pewnym momencie odczuliśmy, że zaczęło brakować nam mocy przerobowych, bo samych pomysłów badawczych czy możliwości aplikowania o granty jest wiele. Bardzo się więc cieszę, że poza filologami i historykami udało nam się nawiązać współpracę z naukowcami z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politologicznych oraz Wydziału Prawa i Administracji UŁ. Mamy też dobrze zapowiadające się kontakty z pracownikami Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego. Wierzę, że dołączą do nich kolejne jednostki.

Mówiąc o różnego rodzaju problemach i perspektywach na przyszłość, należałoby też wspomnieć o fakcie powołania pana na funkcję pełnomocnika dziekana Wydziału Filologicznego UŁ do spraw wdrażania reorganizacji i rozwoju slawistyki na naszej uczelni.

? Od roku pełnię tę funkcję i dotyczy ona już Katedry Slawistyki Południowej UŁ, przede wszystkim programów dydaktycznych, które realizujemy na filologii słowiańskiej. Jako dydaktyk reprezentuję kierunek w pewnym sensie niszowy, jeden z mniejszych na naszej uczelni, co nie oznacza mniej ważnych. Jak każda inna filologia, borykamy się obecnie z problemami związanymi głównie z naborem studentów. W sytuacji kryzysu, który będzie przez pewien czas trwał, trzeba zrewidować podejście do kształcenia uniwersyteckiego, również na slawistyce. Chcemy, by program studiów slawistycznych zawierał więcej zajęć praktycznych, co jest w tej chwili oczekiwane przez kandydatów, którzy mają tutaj w istocie najwięcej do powiedzenia, a także przez ministerstwo. Rok temu, zanim zostałem powołany na pełnomocnika dziekana, wprowadzono na slawistyce pewne rozwiązania programowe, które pozwoliły poszerzyć filologiczny program nauczania o komponent zawodowy. Na pierwszym stopniu mamy specjalizację zawodową turystyczną, na drugim translatoryczną. Z drugiej strony, proponowane w ostatnich kilku latach reformy studiów slawistycznych nie zawsze były trafne i z niektórych nieudanych inicjatyw trzeba obecnie rezygnować. Te i inne zmiany, oczywiście, wymagają ciągłego monitorowania, usprawniania, weryfikowania ich celowości i skuteczności i podejmujemy na tym polu szereg rozmaitych działań, ale trzeba stwierdzić, że niezależnie od reformowania programów studiów kierunki niszowe nie staną się nagle kierunkami masowymi. Moim zdaniem, mimo to należy je wspierać i liczę, że władze wydziału i uczelni to rozumieją. Sądzę też, że jednym z pomysłów na poprawę sytuacji z naborem mogłoby być poszerzenie gamy języków, jakie oferujemy studentom.

Opowiedział pan o kilku kręgach pana działalności ? naukowej, dydaktycznej i organizacyjnej. Czy w którymś z nich realizuje się pan najpełniej?

? Pracuję naukowo i dydaktycznie już od kilkunastu lat i na początku pracy byłem bardzo zaabsorbowany dydaktyką, co zawsze przynosi sporo satysfakcji. W tym całym okresie nauczałem łącznie bodaj siedemnastu różnych przedmiotów zarówno teoretycznych, jak i z zakresu kilku języków ? bułgarskiego, rosyjskiego i polskiego, a także staro-cerkiewno-słowiańskiego. W tej chwili nadal prowadzę zajęcia, ale bardziej skupiam się jednak na pracy naukowej. Działalność organizacyjna dotyczy z kolei jednej i drugiej sfery, więc w istocie jej nie rozgraniczam, a połączenie porównywalnej aktywności na każdym z tych obszarów cechuje moje podejście do pracy.

A jak to wszystko się zaczęło?

? Przyjechałem do Polski, a dokładnie do Łodzi, z Rosji na studia polonistyczne, które ukończyłem w 2000 roku. Równolegle, będąc na drugim roku, zacząłem studiować filologię słowiańską. Wówczas w Łodzi była tylko bułgarystyka, bo dzisiejsza Katedra Slawistyki dopiero się tworzyła. Tuż po obronie magisterium na filologii polskiej rozpocząłem studia doktoranckie i wtedy skrystalizowały się moje zainteresowania slawistyczne, uwzględniające szerszy, historyczny i porównawczy kontekst. Pracę doktorską pisałem z gramatyki historycznej języka bułgarskiego, obroniłem ją w roku 2003 i od tamtej pory pracuję na slawistyce. Nie zerwałem jednak mojego kontaktu z polonistyką i regularnie publikuję prace powstałe, między innymi, we współpracy z naukowcami z Instytutu Języka Polskiego PAN w Krakowie.

Wybrał pan Polskę na miejsce do studiowania ze względu na swoje korzenie?

? Przyjechałem do Polski, korzystając z programu stypendialnego rządu polskiego dla Polonii z byłego Związku Radzieckiego. W połowie lat dziewięćdziesiątych był to dość popularny program. Polskie pochodzenie pozwoliło mi chyba nieco szybciej odnaleźć się w nowej rzeczywistości językowej i kulturowej, ale aż tak istotnej różnicy między Polską a zachodnią Rosją ? pochodzę z Sankt Petersburga ? nie zauważam. Zarówno na studiach magisterskich, jak i doktoranckich korzystałem ze stypendium rządu polskiego, które pozwoliło mi tutaj żyć i uczyć się.

Co zadecydowało o tym, że został pan w Polsce?

? Tak naprawdę w znacznej mierze był to przypadek. Miałem studiować w Lublinie, ale w wyniku pomyłki w dokumentach skierowano mnie do Łodzi. Okazało się, że był to jeden z najważniejszych wyborów w moim życiu. Początkowo nie miałem też planów pozostania w Polsce na dłużej. Myślałem, że przyjadę tutaj na kilka miesięcy po to, by podszkolić język, a nie, by od razu studiować. Dla cudzoziemców przewidziany jest tak zwany rok zerowy, podczas którego mogą uczyć się języka w Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców. Natomiast jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego lektorki prowadzące ze mną lektorat z języka polskiego stwierdziły, że nie ma sensu czekać, bo moje umiejętności językowe są wystarczające, żeby rozpocząć studia. W ten sposób wyjazd, który miał trwać kilka miesięcy, przerodził się w osiemnastoletni już pobyt w Polsce. Nie żałuję tego absolutnie, bo ? po pierwsze ? w łódzkim środowisku uniwersyteckim mogę się realizować na wszystkich możliwych polach, a po drugie ? mam tu wielu przyjaciół. W tej chwili ciężko byłoby mi sobie wyobrazić, że wracam do Rosji. Mimo wszystko jest to już dla mnie nieco obcy kraj ? oddalony mentalnie, czasowo i żyjący innym życiem. Nie wartościując tego, co tam się dzieje, muszę powiedzieć, że obecnie czuję się w Rosji jak obcokrajowiec.

Ale gościnnie bywa pan tam czasem?

? Bywam, co prawda rzadko, zazwyczaj raz w roku udaje mi się pojechać do Petersburga. Kiedyś jeździłem częściej, teraz z racji tego, że pracy jest coraz więcej, możliwe są tylko wyjazdy w okresie wakacyjnym czy urlopowym lub krótkie pobyty służbowe.

Wróćmy w takim razie do początku naszej rozmowy. Wspomniał pan, że przed młodymi naukowcami jest w tej chwili wiele możliwości rozwoju. Tymczasem wielokrotnie usłyszeć można szereg utyskiwań na ten temat. Krytykowana jest również nowa formuła habilitacji. Jak pan się do tego odnosi?

? Nie zgadzam się z narzekaniami, że jest bardzo źle, a będzie jeszcze gorzej, bo ciągle nie ma pieniędzy na badania. Rozumiem frustrację wielu osób, bo to, że w tej chwili realizuję duży grant i otrzymałem stypendium, nie oznacza, że każdy mój wniosek kończył się przyznaniem finansowania. Wręcz przeciwnie ? spotkałem się z wieloma decyzjami odmownymi. To, rzeczywiście, może bardzo mocno zniechęcać, ale moja rada dla tych, którzy mogą być rozżaleni, jest bardzo prosta, wręcz truistyczna ? trzeba się starać jeszcze raz i nie traktować decyzji odmownych w sposób personalny. Nie można przecież oczekiwać, że za sam fakt bycia na uczelni dostanie się wsparcie. Trzeba w to włożyć sporo pracy. Popieram też rozwiązania wprowadzone przez nową ustawę o stopniach i tytule naukowym, choć być może jestem w mniejszości. Wydają mi się one właściwe, chociażby w przypadku habilitacji, co nie oznacza, że są idealne. Uważam, że możliwość habilitowania się na podstawie dorobku, a nie ? często wymuszonej ? książki habilitacyjnej, jest dobra. Niektórzy ironicznie określają ten tryb habilitacji mianem korespondencyjnej, bo zniesiono wymóg kolokwium i wykładu habilitacyjnego. Wydaje mi się, że ta zmiana jej nie degraduje, a wręcz przeciwnie ? pozwala bardziej wnikliwie zapoznać się z całym dorobkiem odpowiednio dobranej grupie recenzentów. Nie sądzę, żeby forma nadania stopnia miała świadczyć o obniżeniu jego wartości merytorycznej, bo ta zależy tylko od wysiłku i kompetencji osób uczestniczących w całym postępowaniu.

Rozmawiała: Paulina Czarnek