Duch na scenie

25-09-2017

Aula Centrum Szkoleniowo-Dydaktycznego Uniwersytetu Łódzkiego, godzina piętnasta, 1 czerwca. Organizatorzy zwlekają z pokazaniem Ducha, choć licznie zgromadzona publiczność oczekuje tego wręcz spirytystycznego objawienia. Na scenie pojawia się Roman Tarnowski, dyrektor Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców UŁ i Halina Iliaszuk, nauczycielka tej placówki. Rozdają nagrody w konkursie plastycznym. Publiczność reaguje spontanicznie, nagradzając laureatów gromkimi brawami, ale nadal domaga się Ducha.


Widzowie, wypełnionej do ostatniego miejsca auli Centrum Szkoleniowo-Dydaktycznego Uniwersytetu Łódzkiego, oczekują Ducha

Widzowie, wypełnionej do ostatniego miejsca auli Centrum Szkoleniowo-Dydaktycznego Uniwersytetu Łódzkiego, oczekują Ducha

Fot. Iryna Ławrysz

Mija kwadrans, na scenę wkracza Mikołaj Berłowski, główny sprawca całego zamieszania, dziękuje publiczności za przybycie i wtedy objawia się Duch, a może powinienem napisać normalnie duch, bo Duch to przecież tytuł spektaklu teatralnego w reżyserii, choreografii i wszystkim innym, przygotowanym przez wspomnianego już M. Berłowskiego, nauczyciela języka polskiego w studium. Na scenie nie objawiło się nam jednak widowisko teatralne, ale  duchGeist o jakim mówił Hegel – duch sprawczy , który natchnął reżysera, aktorów i obsługę spektaklu.

Wracając na ziemię; słuchacze i nauczyciele studium przygotowali Ducha, przedstawienie na podstawie scenariusza znanego i lubianego filmu Uwierz w ducha z Patrickiem Swayze i Demi Moore w rolach głównych. Zrealizowali nie tylko spektakl, ale również profesjonalne plakaty i trailer, ale nie były w stanie oddać tego, co zobaczyliśmy – zawodowy teatr przy minimalistycznych środkach. A stanowiły je  rekwizyty: krzesło, stary fotel, suszarka do bielizny i stolik, mikroport oraz styropianowa rzeźba, którą reżyser wynalazł gdzieś, ale to jego tajemnica. Ponoć wynalazł ją w Teatrze Wielkim, gdzie swego czasu była elementem dekoracji w  Aidzie Verdiego. Należy jeszcze wspomnieć o profesjonalnym reflektorze z napisem na statywie zdiełano w CCCP (jedyny, który pozostał z wielu, które pamiętam w auli centrum z czasów mojej młodości),

Spektakl się rozwija, napięcie rośnie

Spektakl się rozwija, napięcie rośnie

Fot. Iryna Ławrysz

Łatwo jest wystawić takie przestawienie, kiedy ma się do dyspozycji cały sprzęt profesjonalnego teatru, zawodowych aktorów i urządzenia do efektów specjalnych. Mikołaj miał jednak tylko to, o czym wspomniałem wcześniej, a mimo wszystko spektakl trzymał w najwyższym napięciu; tytułowy duch Sama uczył się poruszać przedmioty i wstępował w ciało zmaskulinizowanej Whoopi Goldberg, odgrywanej przez Mikołaja, w pełni przekonująco. Swoją drogą, znam scenę centrum od ponad trzydziestu lat, ale jak Mikołaj sprawił, że na jego kostiumie zapalały się lampki bez ciągnących się kabli, tego nie wiem.

Nie chcę tu oceniać osiągnieć aktorskich występujących osób, ponieważ wszyscy to amatorzy i wszyscy równie świetni. Co więcej, jak to w amatorskich zespołach, byli oni jednocześnie aktorami, inżynierami i obsługą sceny, oświetleniowcami i akustykami. Ze wszystkich tych zadań wywiązali się wspaniale.

Podsumowując; spektakl był doskonały. Słuchacze i nauczyciele studium – wszyscy zagrali wspaniale i sprostali wymaganiom publiczności liczącej kilkaset osób. Kiedy rozegrały się finałowe sceny odejścia Sama w zaświaty, również minimalistyczne, ale niezwykle przekonujące w swej teatralnej inscenizacji, publiczność zaczęła spontanicznie bić brawo na stojąco.

Seans spirytystyczny na scenie magnetyzuje publiczność

Seans spirytystyczny na scenie magnetyzuje publiczność

Fot. Iryna Ławrysz

Przedstawienie miało jeszcze dodatkowy wymiar. Odbyło się w Dniu Dziecka i jego animatorzy zdecydowali się zbierać fundusze dla Krwinki, fundacji wspierającej dziewczęta i chłopców z chorobami nowotworowymi. Jako naoczny obserwator mogę zaświadczyć, że niemal wszyscy oglądający spektakl wsparli fundację, wrzucając datki do puszek.

Sławomir Rudziński