Wsłuchany w człowieka

21-05-2018

Tekst laudacji profesor BARBARY BOGOŁĘBSKIEJ, promotor, z Katedry Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego, wygłoszonej podczas uroczystości nadania ks. Adamowi Bonieckiemu doktoratu honoris causa UŁ

Powierzenie mi promotorstwa w przewodzie honorowego doktoratu Księdza Redaktora Adama Bonieckiego to dla mnie ogromne wyróżnienie i wzruszające zadanie. Zaszczytny jest także sam tytuł, którym społeczność akademicka naszej uczelni składa wyraz wdzięczności i uznania dziennikarzowi i duchownemu, człowiekowi wielkiego formatu.

Reguły pochwały retorycznej obejmowały przynależne człowiekowi zalety oraz postępowanie i dokonania. Te aspekty będą współwystępowały w mojej wypowiedzi, podobnie jak krzyżujące się obszary ethosu, logosu i pathosu .

Są w gronie doktorów honoris causa naukowcy, pisarze, politycy. Ksiądz Redaktor jest drugim – po ks. prof. Józefie Tischnerze (1995) – duchownym uhonorowanym doktoratem przez Uniwersytet Łódzki. Dziennikarzem obdarzonym taką godnością przed czternastu laty przez Uniwersytet Śląski był Ryszard Kapuściński.

*

Autorytetów medialnych jest wiele, natomiast do rzadkości należą autorytety moralne, aksjologiczne. Jak pisał ks. Michał Heller: Jedną z największych pasji człowieka jest dążenie do Prawdy. Ta pasja często przybiera dwa oblicza: pierwsze powiedzieć, jak jest naprawdę, i drugie (…) budować swoje życie na Prawdzie (…) Moralnej. Słowa te odnieść można do ks. Adama Bonieckiego, który jest charyzmatycznym kapłanem formacji posoborowej; duszpasterzem, katechetą, dla którego – jak pisał: Wiara to całe [jego] (…) życie, to [jego] (…) miłość.

Zadaniem istniejącego od XVII w. Zgromadzenia Księży Marianów, do którego należy od sześćdziesięciu pięciu lat, jest szeroko pojęta ewangelizacja, edukacja oraz praca apostolska, działalność misyjna, duszpasterska i wydawnicza . Te kierunki są także obecne w działaniach i kapłańskiej postawie ks. Adama Bonieckiego. Jako myśliciel religijny i duchowy doradca, prowadził i prowadzi nadalposzukujących wiary, zachęca do refleksji. Już jako duszpasterz akademicki towarzyszył takim poszukiwaniom młodych ludzi – nie przekonywał, a stawiał pytania. Uczył i nadal uczy zawierzania mocy Słowa Bożego i mądrości Kościoła. Wygłasza homilie, jeździ po kraju z wykładami i na spotkania autorskie. Reprezentuje Kościół otwarty myślowo i duchowo, co według papieża Franciszka oznacza Kościół miłosierdzia. Zauważa nadużywanie określenia katolicki, mimo iż w Kościele rzymskokatolickim przyjęta jest akceptacja różnorodności. Podróżował po Kościele polskim i powszechnym (gdy wizytował wspólnoty zakonu); dał temu wyraz w reportażach z podróży. Powstałe w czasie, gdy Ksiądz Redaktor był przełożonym generalnym Zgromadzenia Marianów, zapiski o władzy (Vademecum pokutnika, kierowcy i generała) to skrzydlate słowa, na przykład: Samo objęcie urzędu nie dodaje rozumu; Słuchaj (…) doradców, ale decyzje podejmuj na własną odpowiedzialność i potem z godnością ponoś ich konsekwencje; Nie staraj się uszczęśliwiać ludzi według własnej miary.

Laudacja prof. Barbary Bogołębskiej

Laudacja prof. Barbary Bogołębskiej

Fot. Maciej Andrzejewski

*

Bardzo ważne miejsce w życiu i dorobku Księdza Redaktora zajmuje Jan Paweł II. Za Andre Frossardem powtarza: Spotkałem Go, byłem świadkiem Jego działania. Zawsze podkreśla, że Papież napisał prawie cały jego dorosły życiorys. Poznał Karola Wojtyłę jako student nauk społecznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, uczęszczałna jego wykłady. Po latach poświęcił mu siedemsetstronicowe opus magnum, czyli Kalendarium życia Karola Wojtyły. To chronologicznie uporządkowany zapis faktów, dokumentów, świadectw, wypowiedzi, kreślących swoisty obraz-portret Papieża od urodzin do 16 października 1978 roku. Kroniką pontyfikatu był też trzytomowy Notes rzymski, zapis ponad dziesięcioletniej pracy przy Stolicy Apostolskiej, odnotowujący przemówienia, encykliki, konferencje,podróże papieskie i wydarzenia w życiu Kościoła. Towarzysząc Papieżowi, uczestniczył w ważnych sprawach Kościoła powszechnego, jak pisał – wtedy przebywał w centrum chrześcijaństwa. Uważa, że wszystkie papieskie dokumenty są pisane w klimacie modlitwy i tak należy je odczytywać – jako dokumenty religijne, nie polityczne. Encykliki Jana Pawła II uznawał za syntezę jego nauczania, papieski wykład nauki Kościoła. Ksiądz Adam Boniecki był w Rzymie podczas zamachu na Placu św. Piotra 13 maja1981 roku. Pisał wówczas: Czekanie, zgroza, modlitwa; Zbieg przypadków czy dzieło Wielkiego Reżysera?.

*

Poznał w swoim życiu tylu niezwykłych ludzi, wielkich ludzi naszych czasów; świadków XX w., którzy przemienili kształt jego świata i o których pisał, i których wspominał, trafnie określając, między innymi, Marka Edelmana – strażnikiem grobów i prawd; kardynała Adama Sapiehę – Księciem Niezłomnym;Bronisława Geremka –blaskiem prawdy, Jacka Kuronia – Jackiem świętym, arcybiskupa Józefa Życińskiego– niedopasowanym do dekoracji, księdza Jerzego Popiełuszkę – siłą skromności. Wszyscy oni i tylu innych byli – jak to nazwał – abonentami chwilowo nieosiągalnymi. Poświęcał im spóźnione podziękowania za udzielony mu przez Opatrzność dar spotkania z nimi. Z żalem żegna na łamach Tygodnika Powszechnego wielkie autorytety (na przykład prof. Jerzego Kłoczowskiego), ale i z niepokojem, czy znajdą się następcy. Słusznie uważa, że istnieje potrzeba odkrywania ich w otaczającym nas świecie.

Często podkreślał, ile zawdzięcza tym spotkaniom opatrznościowym, które zmieniały drogi jego życia. A przecież i on sam zmieniał drogę wielu swoim rozmówcom, słuchaczom, penitentom.

*

Nasz Szanowny Doktor to publicysta zaangażowanyw propagowanie ideałów etycznych w życiu społecznym. Jak zalecał św. Tomasz z Akwinu, nie mówi i nie pisze – na każdy temat i przy każdej okazji, wypowiada się natomiast w sprawach ważnych, zarówno dotyczących wewnętrznych spraw Kościoła, jak i całego społeczeństwa. Nie zgadza się na upolitycznienie religii, na religię polityczną (ks. J. Tischner), w polityce. Uważa natomiast, że możnapolitykować według wartości. Zabiera głos w spornych sprawach, staje w obronie pokrzywdzonych, niesłusznie osądzanych. Stawia ważne pytania, na przykład co się z nami stało, że już nie jesteśmy solidarni?; Czy profanum pochłonęło sacrum, zachowując tylko strzępy religijnej symboliki?. Jego głos waży w różnych sprawach – istoty katolicyzmu, chrześcijańskiego kształtu patriotyzmu, obrony wolności słowa i demokracji i tyluż innych, bo lista tematów i problemów jest bardzo długa. Za ks. Józefem Tischnerem uważa, że – ciągle nie potrafimy sobie poradzić z nieszczęsnym darem wolności.Sam Tygodnik Powszechny także zawsze miał odwagę w formułowaniu pytań i dawaniu odpowiedzi, które czytelników nurtowały, zachęcały do wspólnego poszukiwania i współmyślenia. Ksiądz Redaktor jest uczestnikiem ważnych debat, nie boi się podejmować polemik, jasno formułując własne zdanie – nawet z pozycji laika, choć to raczej topika skromności. Martwią go spory i podziały. Zawsze cenił sobie prawo do oceny wydarzeń, wypowiedzi, działań, by nie popełniać grzechu zaniechania. Nie chciał dołączyć do grona znanych teologów, którzy milczeli w Kościele: Marie-Dominique Chenu, Yves Congar, Henri de Lubac. I  cenimy Go także za to. Lubi się spotykać z ludźmi, dlatego nie udziela się w mediach społecznościowyc

*

Miesięcznik L`Osservatore Romano powstał w roku 1980 z woli Jana Pawła II, który chciał, aby i w jego języku ojczystym i po raz pierwszy w języku słowiańskim pismo mogło spełniać właściwe sobie zadanie, służąc posłannictwu Stolicy Apostolskiej w Kościele i świecie współczesnym. Pierwszym redaktorem wydania polskiego został ks. Adam Boniecki. Pismo o charakterze dokumentacyjnym, teologiczno-religijnym, którego powstanie uznawał Papież za moment historyczny, omawiało i omawia nadal działalność papieży w Rzymie i na świecie. Było i jest narzędziem ułatwiającym poznawanie i rozumienie Piotrowego nauczania. Publikuje dokumenty papieskie, przemówienia Ojca Świętego, relacje z zagranicznych podróży, wypowiedzi Stolicy Apostolskiej i Kurii Rzymskiej. Z pismem tym Ksiądz Redaktor związany był przez jedenaście lat.

Tygodnik Powszechny to – jak wiadomo – pismo-fenomen, niezależny tytuł katolików świeckich, kierujący się chrześcijańską antropologią filozoficzną i teologiczną, personalizmem. Niemiecki współpracownik pisma – Joachim Trenkner – uważał, że Od swojego powstania jest to forum najlepszych umysłów. Rzeczywiście periodyk ten był i jest medium o wysokim jakościowo przekazie, dobrym rzemiośle dziennikarskim w pisaniu i redagowaniu, miejscem ścierania się poglądów .Ksiądz Adam Boniecki pojawił się w redakcji jako praktykant w roku1963. Odpisywał wówczas na listy czytelników, pracę podjął rok później. Publikował w czasach, gdy trzeba było pisać między wierszami, językiem ezopowym; w czasach tak zwanej limitowanej wolności (pismo nazywano nawet małą wysepką wolności).Także i wtedy wyznawał zasadę: nie dać się zniszczyć, zachować wierność wartościom uznawanym za najważniejsze. Nawet gdy przebywał w Paryżu czy w Rzymie, przysyłał do Tygodnika korespondencje. To katolickie pismo społeczno-kulturalne przez wiele lat było nieformalnym organem opozycji demokratycznej. Wyrażało i kształtowało opinię inteligencji katolickiej . Jak wiadomo, przez długie lata współpracownikiem pisma, czytelnikiem, przyjacielem i protektorem był Karol Wojtyła – Jan Paweł II.Ksiądz Adam Boniecki to kiedyś redaktor naczelny, asystent kościelny, a dziś redaktor-senior. Pismo było i jest jego życiowym zadaniem. Od jego unikatowych tekstów zaczynamy lekturę Tygodnika Powszechnego i to niedlatego, że są to edytoriale-artykuły wstępne.

Ksiądz Redaktor utożsamia się z pismem, z którym jest związany ponad pięćdziesiąt lat; redakcja to także jego dom, występuje w jego imieniu (My – „Tygodnik Powszechny). Uważa się, że jest pamięcią pisma. Podkreśla, że Tygodnik musi robić wszystko, żeby był czytany. Tak było i jest w przypadku Tygodnika Powszechnego, pisma jakościowego, mającego od zawszetak wielu wiernych czytelników, w czym znaczącą zasługę ma obecny Redaktor-senior. Tygodnik piszący o wierze, nauce, kulturze w kraju i na świecie, trwa i kształtuje pokolenia mimo niestabilności i dynamiczności rynku prasowego i w ogóle medialnego. Ksiądz Redaktor dbał o to, by tygodnik wnosił w polską rzeczywistość potrzebne wartości. Jest – jak powiedział – o pismo spokojny, bo będą go tworzyć ci sami ludzie, co do tej pory. A on sam uznawany jest za pierwszy filar tytułu. Ksiądz Adam Boniecki miał swoich mistrzów dziennikarskich: Jerzego Turowicza (podobnie jak on czuł ważne tematy), księdza Andrzeja Bardeckiego, Marka Skwarnickiego, Stefana Kisielewskiego i innnych, ale sam jest także mistrzem dla zespołu redakcyjnego dziś tworzącego pismo. Iluż pismo ma przyjaciół. Powstają i prężnie działają założone przez czytelników Kluby Tygodnika w Polsce i zagranicą – z pierwszym, łódzkim. Środowiska te konfrontują się z jego doświadczeniem i mądrością, wspierają pismo w jego działaniach i rozwijają jego myśli.

Jak mówił ksiądz Adam Boniecki: „Tygodnik” pozostał miejscem naznaczonym życzliwością i szacunkiem spotkania wiary z bezbożnym światem. Tu się można dość bezpiecznie spotkać, nie tracąc swojej tożsamości. Pismo pod jego redakcją nie unikało tematów kontrowersyjnych, a za ich podejmowanie niejednokrotnie sam Tygodnik i jego redaktora krytykowano. Sposób myślenia tygodnikowy ukształtował już kilka pokoleń czytelników.

*

Zgodnie z zaleceniami Jana Pawła II, ksiądz Adam Boniecki uprawia dziennikarstwo wsłuchujące się w człowieka, etyczne, eksponujące sprawy ważne z punktu widzenia jednostki, społeczeństwa, Kościoła, a więc nie dziennikarstwo doraźne, a ponadczasowe, duchowe. Są i tacy, którzy uważają ,że katolicki dziennikarz widząc coś złego w Kościele, powinien zamilknąć, a nie kalać własne gniazdo – jednak ksiądz Adam Boniecki o tym pisze w Tygodniku, bo  w tym postrzega misję mediów katolickich. Jako człowiek mediów zmaga się – jak wielu innych – z nieuczciwymi komentarzami, obraźliwymi epitetami. Pytał nawet internetowych hejterów – dlaczego go nie znoszą. Ma natomiast swoich zwolenników na Facebooku i w innych mediach społecznościowych. Ksiądz Redaktor etyki mediów nie sprowadza tylko do kodeksów dziennikarskich i norm. Jego etyka opiera się na systemie wartości i takich zasadach, jak: pierwszeństwo dobra odbiorcy przed dobrem nadawcy, poszukiwanie i przekazywanie prawdy; obiektywizm, szacunek i tolerancja; wierność zasadom wolności, prawo do swobodnego komentarza i krytyki, odwaga mówienia rzeczy niepopularnych, odpowiedzialność. Wypowiada się w wielu gatunkach informacyjnych i publicystycznych: recenzja, komentarz, korespondencja, wspomnienia, kalendaria, reportaże z podróży ilustrowane zdjęciami własnego autorstwa, felieton, wywiad, artykuł (w tym edytorial), sylwetka. Reprezentując dziennikarstwo wyznaniowe, które obok funkcji informacyjnej i opiniotwórczej pełni także rolę formacyjną (ewangelizacyjną), wypowiada się w stylu publicystycznym, ale także religijnym i jego odmianach: biblijnym, modlitewno-konfesyjnym, kaznodziejskim, teologicznym, katechetycznym. Uprawia też sztukę rozmowy, prowadzi dialogi polemiczne.

Praca pisarska jest dla niego potwierdzeniem istnienia. Jak uważa: Pisząc, doświadczam tego, że jestem, realizuję swoje istnienie. Może dlatego, że pisanie jest formą komunikacji z innymi. Podejmuje ważkie tematy dotyczące zjawisk i zagrożeń , które są – jego zdaniem – wyzwaniem dla wierzących.

Twórczość publicystyczną Księdza Redaktora cechuje oryginalny kształt wypowiedzi, jasny przekaz ujęty w ramy bogatej polszczyzny, obrazów metaforycznych, środków stylowych. Przyzwyczaił czytelników do dbałości o formę, która jednak nigdy nie dominowała nad treścią wypowiedzi, zresztą pilnował, by nim nie zawładnęła. Obecny w jego wypowiedziach jest topos skromności, gdy pisze o mieszaniu stylów, o niejednolitości formy, o swoich biednych, ludzkich słowach, (…) bardzo ograniczonej mądrości i wiedzy. Ale ma też świadomość, że Pan Bóg, jeśli chce, może coś (…) [przez niego] powiedzieć. Następuje tu klasyczne powiększenie dokonań poprzez pomniejszenie znaczenia własnej osoby. Ważnymi cechami jego rzemiosła dziennikarskiego zawsze były i są: rzeczowość, kompetencja, jasność, zwięzłość.

*

Ksiądz Adam Boniecki jest człowiekiem dowcipnym, pełnym optymizmu, pogody ducha, poczucia humoru, mającym dystans do własnej osoby, często ironicznym. Tak można wypowiadać się nawet w ważkich tematach. W jednym z edytoriali pisał: Daj mi, Panie, poczucie humoru, a przecież je ma, wbrew narodowemu ponuractwu. Jego dewizą jest: Orientacja życia, która pozwala znajdować radość tam, gdzie inni jej nie dostrzegają i radośnie znosić to, co innym wydaje się nie do zniesienia. Cechom tym dawałwielokrotnie wyraz w sytuacjach oficjalnych (na przykład podczas krakowskiego benefisu, gdy ogłosił przejście na emeryturę i został przez ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski – miałam przyjemność uczestniczyć w tej uroczystości w krakowskich Sukiennicach), jak i tych mniej oficjalnych. To człowiek wierny prawdzie, wrażliwy na otaczające nas wydarzenia i ludzi. Odważny, bezkompromisowy, idący pod prąd innych przekonań. Interesują go zarówno sprawy aktualne, okazjonalne, jak i uniwersalne . Jest wrażliwy na krzywdę i zło. Ceni obecność drugiego, przyjaznego człowieka. Lubi być w drodze, pokonywać przestrzenie, być w stanie zawieszenia poza codziennymi obowiązkami,

Ilekroć wspomina przeszłość (głęboko wierzącą i doświadczoną wojennie rodzinę, swoją małą ojczyznę, wydarzenia zapisane w pamięci), to są to nie tylko karty z życia polskiego Kościoła, ale także Polaka, świadka historii. Okres okupacji niemieckiej oznaczał dla niego zniszczenie rzeczywistości tego świata, wielką lekcję ojczyzny. Przeżycia wojenne trwały w nim wiele lat, nie tyle z powodu strat materialnych, ile utraty najbliższych. Niejednokrotnie doświadczał przemijalności tego świata, heroicznej walkio to, by nie ulec kulturowej degradacji. Otrzymał od swoich przodków– jak sam pisze – styl, rodzinny etos, system wartości. Z kolei wspomnienia o ludziach (na przykład w tomie Abonent chwilowo nieosiągalny) to odnawianie smutku rozstań.

Ksiądz Redaktor ma swoją – jak mówi – przestrzeń wewnętrzną; myślenie, pisanie. Wśród wielu zaszczytów dziennikarskich, o które nigdy nie zabiegał, otrzymał, między innymi, Nagrodę Dariusza Fikusa, Nagrodę Dziennikarską im. Biskupa Jana Chrapka Ślad, Media Tory, Grand Press XX-lecia . I nie ma w tych honorach żadnej nadwyżki panegirycznej. Jest bowiem człowiekiem skromnym, na przykład, gdy mówi: Już tyle czasu trwam i nic z tego nie wynikło wielkiego. Z tym się trudno zgodzić, bo – Chociaż milczy, mówi więcej niż kiedyś. Na spotkania z nim wiele osób przychodzi z ciekawości, jednak znakomita większość z potrzeby serca. Nie kwestionuje zakazu występowania w mediach, nie zabiega o jego cofnięcie (choć starają się o to jego przyjaciele i czytelnicy). Uważa, że przecież głos nie został mu całkowicie odebrany – publikuje w Tygodniku, wydaje książki (najnowszą z nich jestPołączenie odebrane), spotyka się z ludźmi.

Znane sązdolności organizacyjne Księdza Redaktora, stąd tyle osiągnięć na wielu polach. Podziwu i szacunku godna jest jego mobilność. Można ją śledzić na podstawie planu spotkań publikowanych w Tygodniku. Pytał kiedyś Władysława Bartoszewskiego, jak to robi, że wciąż nie jest emerytem. On także nie potrafi nim być, to przecież tylko formalność. Aktywności można mu pozazdrościć.

Ma swoje autorytety: świętego Augustyna, świętego Tomasza z Akwinu, Thomasa Mertona, kardynała Stefana Wyszyńskiego, Jana Pawła II,biskupa Jana Pietraszkę, księdza profesora Józefa Tischnera, księdza Bronisława Bozowskiego, błogosławionego arcybiskupa Jerzego Matulewicza (marianina, o którym napisał pracę magisterską), Jerzego Turowicza, ojca Ludwika Wiśniewskiego. Sam zresztą jest wzorem osobowym dla wielu. Ma dystans do siebie samego. Jest człowiekiem książki – czyta je, gromadzi; z Krakowa na warszawskie Stegny przewiózł swój księgozbiór – warsztat pracy. Często odwołuje się do literatury. Recenzuje teksty i rekomenduje książki – kusi do lektury. Ale jest nie tylko duszpasterzem intelektualistą, także pomaga innym ,potrzebującym wsparcia. Spotyka się z ludźmi, prowadzi wykłady i spotkania autorskie, wiedząc, że jest zapotrzebowanie na rozmowę o katolicyzmie i Kościele.

*

Żyjemy w czasach kryzysu autorytetów, osobowości, tym bardziej więc potrzeba ich obecności i oddziaływania; trzeba też je umieć doceniać. Autorytet musi się sprawdzić, nie wystarczy wiedza, mądrość i uczciwość wewnętrzna. Potrzeba autorytetów moralnych, ale i dziennikarzy propagujących treści deontologiczne, a więc misyjne, zorientowane na dobro wspólne. Dziennikarzy cieszących się uznaniem wśród innych piszących, czytelników i adeptów dziennikarstwa. Stawiających uniwersalne pytania wynikające z bieżących wydarzeń, doceniających wiedzę, warsztat i etykę zawodową, czyli profesjonalizm. Ksiądz Adam Boniecki –choć podkreśla, że nie czuje się autorytetem, to nim jest w sensie społecznym i osobowym, oddziałuje wiedzą, postawą i dokonaniami. Wciąż podejmuje dialog wiary z kulturą, włącza się w społeczne spory. Życzyć by należało, by teksty Księdza Redaktora spotykały się nadal z odbiorcami aktywnymi, rozumiejącymi. Ma w swym dorobku wiele tekstów ponadczasowych, choć z pozoru traktują o sprawach aktualnych. Podzielam opinię księdza profesora Alfreda M. Wierzbickiego – Jakże ubogi byłby dzisiaj katolicyzm nad Wisłą bez imponującego wkładu ks. Adama.

*

Wypowiedź laudacyjna wykazująca zasługi i  dokonania Księdza Redaktora poświadcza, że w życiu i w twórczości podejmuje odpowiedzialność za Kościół i za kraj, i czyni to z krytycyzmem i autentyzmem przekonań. Jednocześnie, co podkreśla arcybiskup Henryk Muszyński, głosi Ewangelię nadziei. W jednym z wywiadów powiedział: należy nadawać sens temu czasowi, który mamy. Żeby to, co człowiek tworzy, miało większy lub mniejszy sens, żeby nie było marnowaniem, rozpraszaniem. Dokonania Księdza Adama Bonieckiego w pełni potwierdzają te słowa. Szczególnie jego etos profesji, imponujący dorobek dziennikarski i publicystyczny, w którym zachęca odbiorców do refleksji, uruchamia ich sferę wrażliwości intelektualnej (docere), jak i zaspokaja oczekiwanie estetycznej przyjemności (delectare), pozwala wyrazić przekonanie, że przyjmujemy w poczet doktorów honoris causa naszego Uniwersytetu człowieka wielkiego formatu duchowego i intelektualnego, ze wszech miar godnego tego zaszczytu, reprezentującego ważny głos w tak obecnie podzielonej przestrzeni publicznej, kościelnej, medialnej. Wciąż potrzeba profesjonalnego, krytycznego, misyjnego refleksyjnego, niespiesznego dziennikarstwa, opisującego świat z uwzględnieniem faktów. Dziennikarstwa odpowiedzialnego i niezależnego, dbającego o obiektywizm i wiarygodność informacji. Tak rozumie tę profesję Tygodnik i takie jest pisarstwo publicystyczne Księdza Adama Bonieckiego.

Wielce Szanowny Księże Redaktorze, niech mi wolno będzie – w imieniu całej społeczności akademickiej Uniwersytetu Łódzkiego, życzyć zdrowia, kolejnych książek, obecności w mediach i takiej jak dotąd kreatywności.

(tytuł pochodzi od redakcji)