Rap po rosyjsku

07-12-2014

Skończyły się wakacje i do Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców Uniwersytetu Łódzkiego zaczęli napływać nowi słuchacze, choć w przypadku tej placówki trudno mówić o wakacjach.

Powitalny rap po rosyjsku w wykonaniu Romana Makarenko z Federacji Rosyjskiej

Fot.: Sławomir Rudziński

W połowie lipca odbyły się ogólnopolskie zintegrowane egzaminy na studia medyczne, które jak zawsze najlepiej zdali abiturienci studium, potem w sierpniu przeprowadzone zostały wakacyjne kursy języka polskiego, a we wrześniu zorganizowano intensywny kurs języka polskiego dla uczestników programu Erasmus. Ponadto, jak co roku, z biegu przystąpiono do przyjmowania nowych słuchaczy na kursy przygotowawcze do podjęcia studiów wyższych w Polsce.

Taka specyfika – nikomu się nie odmawia i wszystkich przyjeżdżających tu cudzoziemców traktuje jak przyjaciół, starając się, aby jak największa ich liczba pozostała na naszej uczelni na stałe. Robi się wszystko, aby czuli się na Uniwersytecie Łódzkim, jak w domu, mimo, że prawdziwy dom jest czasami kilka tysięcy kilometrów stąd. Pomaga się im, łagodzi konflikty, poznaje z polską kulturą, atrakcjami miasta, ofertą uczelni i integruje.

Z nowo przyjętymi słuchaczami Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców UŁ w auli Centrum Konferencyjno-Szkoleniowego Uniwersytetu Łódzkiego

5 listopada spotkali się zaproszeni goście. Spotkaniu towarzyszył koncert, tradycyjnie inaugurujący nowy rok akademicki w tej placówce, tym razem już po raz sześćdziesiąty trzeci.

Po krótkim oficjalnym wystąpieniu Romana Tarnowskiego, dyrektora studium i przemówieniu prof. Zofii Wysokińskiej, prorektor UŁ ds. współpracy z zagranicą, rozpoczął się wspomniany wcześniej koncert.

Merlin Wayawa Mpia z Demokratycznej Republiki Konga w nowoczesnym tańcu afrykańskim

Fot.: Liliana Lato

Roman z Rosji własną kompozycją rapu po rosyjsku powitał wszystkich zebranych w auli. Następnie Ania z Białorusi, ubrana w oryginalny kostium, zatańczyła do piosenki Cher Welcome to Burlesque wzniecając równie entuzjastyczny aplauz jak rap Romana.

Trudno opisać wszystkich wykonawców. Były tańce, śpiewy, recytacje – po polsku, rosyjsku, ukraińsku, białorusku, angielsku, francusku. Oryginalne tańce afrykańskie z Konga zaprezentowali; absolwentka studium Divine i  Merlin. Zachwyciły one publiczność swą oryginalnością i wdziękiem. Recytacje poezji Wisławy Szymborskiej w wykonaniu Ewy z Litwy i Alesi z Białorusi zachwyciły głębią swej interpretacji. Wielkie brawa otrzymali, Aleksander z Białorusi i  Mikołaj z Ukrainy za popisy wirtuozowskiej gry na gitarach elektrycznych. Kiedy przed wysłużonym, choć świeżo z tej okazji nastrojonym pianinem marki Calisia, zasiadły kolejno Wiktoria z Białorusi i Helena z tego samego kraju, to brzmiało ono niczym rasowy Steinway. Po raz kolejny okazało się, że nie klasa instrumentu, ale klasa artysty decyduje o brzmieniu. A wokalistki! Trudno opisać entuzjazm publiczności po każdym ich wykonaniu – Olga z Białorusi zaśpiewała Słowiańską kołysankę, Daria wykonała białoruską piosenkę Nowy dzień; śpiewającej Ilonie akompaniował na gitarze Igor (obydwoje z Białorusi). Igor zaprezentował się również jako niezwykle utalentowany solista wzruszając balladą o majorze Ponurym. Równie wzruszył publiczność Romans zaśpiewany przy akompaniamencie gitary Pawła.

Irena Kilmanowicz z Białorusi (na pierwszym planie z mikrofonem) i wszyscy artyści w piosence finałowej

Fot.: Liliana Lato

Jednym słowem koncert rozwijał się według recepty Alfreda Hitchcocka – zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rosło. Przedostatnim występem był, dynamiczniejszy od trzęsienia ziemi, taniec Iwanki z Ukrainy. Kiedy zaś podczas wykonywanej przez Irenę z Białorusi piosenki Pokaż na co cię stać wszyscy artyści pojawili się na scenie, by pożegnać się i podziękować publiczności, ta okazała swą wdzięczność nagradzając ich długą owacją na stojąco. Należy tu jeszcze wspomnieć, że koncert nie byłby tak wspaniały, gdyby nie Alina Strocka z Ukrainy, cudowna i niezastąpiona prowadząca, która swoim talentem konferansjerskim, gracją i profesjonalizmem dorównała gwiazdom polskiej estrady.

Tego dnia nikt w studium nie czuł się obcy, nikt nie czuł się samotny, nikt nie czuł, że jest daleko od domu. Po raz kolejny stworzono nową rodzinę i nowy dom – Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców Uniwersytetu Łódzkiego. Nowy dom i nowa rodzina wszystkich słuchaczy i ich nauczycieli. Teraz czas na naukę, aż do stycznia, kiedy po raz kolejny odbędzie się koncert, tym razem, karnawałowy.


W ponadsześćdziesięciojednoletniej historii studium przeżyliśmy niejedną burzę – wojnę iracko-irańską, kiedy mieliśmy studentów z obu tych krajów; konflikty chińsko-wietnamskie; nieustający konflikt palestyńsko-izraelski, ale też radosne momenty, kiedy kraje kolonialne uzyskiwały swoją niepodległość. Do wszystkich tych wydarzeń odnosiliśmy się zawsze z należytym szacunkiem, do ich ofiar i bohaterów, ale nade wszystko z szacunkiem dla uczuć naszych słuchaczy. Czasami trzeba było pocieszyć, czasami podać ręką w najprostszych życiowych sytuacjach – iść do lekarza z chorym studentem, który nie mówi po polsku, pomóc w wypełnianiu kwestionariusza wizowego, wysłuchać ze współczuciem, gdy na drugiej półkuli zmarła mama i nie ma szansy, aby polecieć na jej pogrzeb. Taka specyfika – nie ma wakacji, nie ma czasu wolnego, gdy dzieją się ludzkie dramaty, a rodzina jest daleko.

Ale przede wszystkim integrujemy!

Dlatego prawie od początku istnienia studium organizujemy koncerty. Kiedy na widowni zasiadają obok siebie osoby różnych ras; pochodzące z wielu, czasami nawet blisko lub ponad pięćdziesięciu krajów, rożnych kontynentów, o odmiennych wyznaniach i razem się bawią, wzruszają obserwując swoich kolegów występujących na scenie – to jest właśnie integracja. Tego dnia zapominamy wszyscy – studenci i nauczyciele, o problemach, o przepaściach kulturowych, które czasami nas dzielą – jesteśmy razem i razem się bawimy.

I na zakończenie jeszcze krótka uwaga osobista. Nie było swego czasu ety z okazji sześćdziesięciolecia studium i nie o nią tu chodzi – nie ma wakacji, nie ma czasu wolnego – jest studium i to najważniejsze. Chciałbym jednak wspomnieć osobę, dzięki której tak potrafimy się integrować, wielką orędowniczkę organizacji naszych koncertów, wieloletnią wicedyrektor studium Barbarę Machejko, wspaniałą, wielkoduszną, gotową zawsze pomóc każdemu studentowi i wykladowcy. Nauczyła mnie, autora tego tekstu i obecnego organizatora koncertów, wszystkiego w tym zakresie. Pani Barbaro – serdecznie dziękuję!

Sławomir Rudziński