W pogoni za Zachodem

07-12-2014

O szansach i wyzwaniach dla młodych badaczy w humanistyce rozmawiają: dr Joanna Bachura-Wojtasik z Katedry Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego, członkini Łódzkiej Szkoły Radioznawczej; dr Katarzyna Burska z Katedry Współczesnego Języka Polskiego, laureatka nagrody Fundacji UŁ dla młodych naukowców; mgr Przemysław Szews – doktorant, przewodniczący Rady Samorządu Doktorantów Wydziału Filologicznego UŁ i mgr Paulina Czarnek, członkini zespołu redakcyjnego Kroniki, Katedra Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UŁ.

Magister Paulina Czarnek: Zastanawiając się nad miejscem nauk humanistycznych we współczesnym świecie, nie sposób nie powiedzieć o młodych naukowcach, którzy w znacznej mierze będą przecież decydowali o przyszłości humanistyki. Jak waszym zdaniem rysuje się owa perspektywa?

Doktor Joanna Bachura-Wojtasik

Fot. Ze zbiorów prywatnych

Doktor Joanna Bachura-Wojtasik: – Podczas mojego ostatniego pobytu w Lizbonie na konferencji organizowanej przez European Communication Research and Education Association, największą europejską organizację zrzeszającą badaczy zajmujących się szeroko pojętą komunikacją, odbyło się ciekawe spotkania młodych naukowców z bardziej już doświadczonymi badaczami. Wszyscy jego uczestnicy, zarówno ci ze wschodu, jak i z zachodu Europy, zwrócili uwagę na problem z oceną dorobku w naukach humanistycznych. Pozycja tych nauk jest niekwestionowana i ugruntowana, mają one swoją metodologię, et cetera natomiast problem stanowi system punktacji w czasopismach mających Impact Factor, w których bardzo mocno cenione są badania ilościowe.

Naukowcy z zachodu Europy stosują je dość powszechnie, realizując w ten sposób nawet abstrakcyjnie brzmiące niekiedy tematy, potrafią precyzyjnie i atrakcyjnie takie badania zaprezentować. Natomiast akademicy z naszej części Starego Kontynentu mają z tym problem. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, metodologie nauk humanistycznych stosowane w krajach anglosaskich nie są w naszym kraju rozpowszechniane na taką skalę, która potem przekładałby się na ich zastosowanie w przygotowywaniu projektów naukowych i staraniu się o granty. A po drugie, nie dysponujemy odpowiednimi środkami finansowymi. Tymczasem wprowadzono u nas system oceny zbliżony do nauk ścisłych, bazujący na Impact Factor i to właśnie budzi bardzo dużo wątpliwości wśród naukowców w naszej części Europy. Wydaje mi się jednak, że taka niezgoda na stan obecny nie uprawnia nas do ciągłego narzekania i pozostawania biernymi. Nie zwalnia nas z obowiązku prowadzenia badań na najwyższym poziomie.

P. Cz.: Świat nauki nie zatrzyma się dla nas, nie poczeka, aż dostosujemy się do niego.

J. B.W.: – Osobiście byłam dawniej dość sceptycznie nastawiona do badań ilościowych, ale sądzę, że wynikało to właśnie z faktu nieznajomości narzędzi.

Doktor Katarzyna Burska

Fot. Ze zbiorów prywatnych

Doktor Katarzyna Burska: – Taka prawda, nikt nas ich nie nauczył. Wcześniej nie były one aż tak popularne i w związku z tym nie mamy w swoich kręgach osób, które wskazałyby nam, jak z nich korzystać. Brakuje nam dostępu do specjalistycznych programów, które ułatwiają zbieranie danych ilościowych.

P. Cz.: Sądzę, że to powinno być zadanie realizowane już na etapie studiów doktoranckich, by pokazać osobom w znacznym stopniu naukowo ukierunkowanym, jak takie badania prowadzić.

J. B.W.: – Zawsze o wiele bardziej interesujące wydawały mi się badania jakościowe, i one rzecz jasna są niezbędne i niezwykle istotne w naukach humanistycznych, jednak naukowcy na Zachodzie dążą do jak najbardziej obrazowego pokazania swoich działań tak, by odnosiły się one do uniwersum. Zatem łączenie badań ilościowych z jakościowymi wydaje się doskonałym rozwiązaniem.

Magister Przemysław Szews

Fot. Ze zbiorów prywatnych

Magister Przemysław Szews: – A nie uważacie, że próbowanie pokazywania wszystkiego w tym formacie ilościowym nie zbliża nauk humanistycznych do ścisłych? Czy przypadkiem paradoksalnie nie próbujemy na siłę ich naśladować, mimo że tak naprawdę powinniśmy zajmować się czymś innym?

K. B.: – To może też wynikać z nieco szerszych, kulturowych zmian. Tendencja do wizualizacji, choćby w internecie, jest przecież bardzo widoczna.

J. B.W.: – Dość często da się też usłyszeć głosy zacieśniające nasze horyzonty w rodzaju, po co pisać o polskich poetach i publikować to potem zagranicą?

K. B.: – Wydaje mi się, że o ile taka problematyka może być jeszcze stosunkowo atrakcyjna z punktu widzenia zagranicznych badaczy, o tyle nie wyobrażam sobie, by pisać o szczegółowych zagadnieniach dotyczących, na przykład gramatyki języka polskiego po angielsku czy po niemiecku. Mam świadomość tego, że angielski jest językiem nauki, ale i tak nie przetłumaczę pewnych rodzimych konstrukcji słowotwórczych na język obcy, bo będzie się to mijało z celem.

J. B.W.: – A gdyby spróbować włożyć to w jakieś szersze ramy metodologiczne? Ważnym krokiem jest też wybranie odpowiedniego czasopisma, by sprofilować nasz przekaz dla określonego typu odbiorcy, choćby – w przypadku polonistyki – z kręgu kultury słowiańskiej. Powinniśmy pozbywać się tendencji do zamykania się ze swoimi wynikami badań we własnym kręgu kulturowym, bo tylko międzynarodowa wymiana myśli pozwala spojrzeć na naszą tematykę z innej, szerszej perspektywy i zestawić nasze ustalenia z osiągnięciami nauki światowej.

P. Sz.: – Wydaje mi się jednak, że istnieją takie subdyscypliny humanistyczne, które trudno jest na siłę umiędzynaradawiać i pokazywać je w skali europejskiej czy ogólnoświatowej. Niektóre nasze specjalizacje dotyczą wąskiej dziedziny ograniczającej się na przykład do określonego regionu.

J. B.W.: – Nie możemy zakładać, że to, czym się zajmujemy, nie będzie atrakcyjne dla innych badaczy. Musimy wychodzić poza wąskie ramy, w których tkwimy. Trzeba pokazać nauce światowej to, czym się zajmujemy, nawet specyfikę lokalności, na tyle szeroko, by naukowcy z innych krajów wyciągnęli z tego jakieś wnioski, żeby nasze badania w jakiś sposób się im przysłużyły.

K. B.: – Myślę, że tematy dotyczące lokalności są akurat szczególnie popularne i stosunkowo mile widziane.

Magister Paulina Czarnek

Fot. Ze zbiorów prywatnych

P. Cz.: Profesor Grzegorz Gorzelak, dyrektor Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych Uniwersytetu Warszawskiego, w artykule Reprodukcja miernoty opublikowanym w tygodniu Polityka, użył sformułowania publikuj albo giń jako naczelnej – jego zdaniem – zasady zachodnich naukowców. I choć trudno się z tym zgodzić w stu procentach, to chyba powinniśmy zmienić swoje myślenie i perspektywę, z której patrzymy. Obserwujemy to podczas każdej niemalże zagranicznej konferencji odbywającej się w zachodniej części Europy, gdzie patrzy się na nas jednak jak na nieco zaściankową ciekawostkę.

J. B.W.: – I zarzuca się nam, że nie przełamujemy stereotypów. Ciągle tkwimy w jakimś zjawisku, omawiamy je, zgłębiamy, ale nie wynika z tego nic więcej. Trzeba pokazać nasze badania tak, by ktoś ze świata zwrócił na nie uwagę.

K. B.: – Może to jest jakaś nasza cecha narodowa wynikająca z braku pewności siebie? Nie chcemy, boimy się, mamy wrażenie, że tym, czym się zajmujemy, możemy się podzielić w naszym lokalnym środowisku, a dla kogoś spoza niego nie okaże się to interesujące.

J. B.W.: – Wydaje mi się, że to jest swego rodzaju bierność, z którą współczesna humanistyka każe walczyć.

P. Cz.: Wszystko to moim zdaniem zmierza w kierunku społecznej użyteczności nauki. A przecież powszechne przekonanie o humanistyce jest zupełnie odwrotne i mocno dla niej niekorzystne.

K. B.: – W opinii publicznej powszechne jest przekonanie, że kierunek humanistyczny może skończyć każdy, nawet najsłabszy student, co gwarantuje mu najwyżej pewne miejsce na liście bezrobotnych.

J. B.W.: – I żeby to zmienić, trzeba się starać w jakiś sposób łączyć badania teoretyczne z przemysłem, pokazać możliwości ich zastosowania, przełożenia na działania praktyczne. To też duża szansa na dodatkowe finansowanie humanistyki, które chyba na całym świecie nie ma się zbyt dobrze.

K. B.: Wówczas jednak odchodzimy już nieco od tego, czym jest prawdziwa humanistyka, a zaczynamy myśleć i działać interdyscyplinarnie.

J. B.W.: – Z moich obserwacji wynika, że współczesny humanista to nie jest ktoś, kto pracuje indywidualnie, ale umie kooperować. Szczególnie w przypadku badań ilościowych, które wymagają zaangażowania w nie znaczniejszych sił.

P. Sz.: – Myślę, że właśnie w humanistyce powinno się uczyć umiejętności pracy zespołowej. Sukces w naukach ścisłych w dużej mierze się opiera się przecież na niej.

J. B.W.: – I to w dodatku w konfiguracji międzynarodowej.

P. Sz.: – Sądzę też, że humanistyka uczy myślenia i to jest uniwersalne w każdej dziedzinie. A humaniści potrafią iść w różnych kierunkach.

P. Cz.: Współcześnie humanistyka ma chyba również inne ważne zadanie do spełnienia. Ludzie tak mocno nastawieni na rozwój swojej kariery, rywalizację, et cetera, by możliwie zdrowo funkcjonować, przede wszystkim mentalnie, potrzebują czegoś, co pozwoli im na moment złapać oddech. I w tym zakresie upatruję dużej roli humanistyki.

J. B.W.: Właśnie. I kiedy myślimy na przykład o grantach, to kolejny raz ujawnia się potrzeba interdyscyplinarności i tematów, które nawet w humanistyce służą poprawie jakości życia i mają uniwersalny charakter.

K. B.: – Realizowane są też takie projekty, które pozwalają utrwalać nasze dziedzictwo kulturowe. I to są bardzo ciekawe zagadnienia mogące zainteresować nie tylko nas humanistów, ale każdego człowieka. Jako przykład użyteczności nauk humanistycznych dla społeczeństwa może posłużyć również, na przykład internetowa poradnia językowa, którą założyliśmy w Katedrze Współczesnego Języka Polskiego niespełna rok temu, ciesząca się ogromną popularnością. Piszą do nas Polacy z całego kraju, ale i z zagranicy, którzy zadają bardzo szczegółowe, specjalistyczne wręcz pytania. Podobną funkcję pełnią szkolenia, które przeprowadzamy dla przedstawicieli różnych organów administracji publicznej.

J. B.W.: – Dodałabym jeszcze do tego, o czym powiedzieliśmy do tej pory, że na Zachodzie obserwuje się już bardzo dużą rywalizację, szczególnie wśród młodych naukowców.

K. B.: – U nas też jest to widoczne chociażby w systemie punktowania działalności.

P. Cz.: Na każdym etapie naukowcy są rozliczani ze swojej pracy, począwszy od doktoratu. Dlatego mam wrażenie, że wszystkie tendencje w poszczególnych sektorach życia społecznego, na przykład w gospodarce czy polityce, zaczynają bardzo mocno odzywać się w nauce. Do tej pory w odniesieniu do niej nie mówiło się o tak zwanym wyścigu szczurów. Każdy pracował samodzielnie nad własną partią materiału i rywalizacja nie była aż tak widoczna. Tymczasem współcześnie realia korporacyjne zaczynają pojawiać się i tutaj.

J. B.W.: – Z jednej strony sądzę, że to, co obecnie dzieje się w nauce, stanowi sporą szansę dla młodych naukowców, z dużymi możliwościami, między innymi, konferencje zagraniczne czy wyjazdy na przykład dzięki programowi Erasmus+, ale i jednocześnie ogromne wyzwanie. Takie bardzo otwarte podejście do nauki jest niezwykle praco- i czasochłonne i obawiam się, że może to skutkować ślizganiem się po powierzchni tego, czym się zajmujemy.

P. Cz.: Powraca więc tym samym cały czas aktualne i otwarte, z gruntu humanistyczne przecież pytanie o złoty środek. Czy uda nam się go wypracować?...

Dyskusję prowadziła i tekst do publikacji przygotowała: Paulina Czarnek