Z miłości do posągów

02-07-2014

Antyk był kulturą, w której wyjątkowo ceniono artystyczne piękno i wysublimowane kształty posągów. Wszyscy, którzy mieli okazję przystanąć przed posągiem Afrodyty czy Apollona mogli zachwycać się choć przez chwilę harmonijnymi proporcjami ich ciał, z których, mimo upływu czasu, nadal emanuje, jak to trafnie wyraził Filostrat w Obrazach, magiczna jasność i siła piękna.

Starożytni Grecy i Rzymianie byli szczególnie wrażliwi na piękno swych bogów i ubóstwionych władców, dobrze o nich pisali i nader godnie ich przedstawiali. Kiedy sięgniemy do Antologii Palatyńskiej, odnajdziemy wiele epigramów, które podkreślają istotną rolę głównego założenia antycznej sztuki – mimesis, czyli wiernego odtworzenia rzeczywistości.

Słowo rzeźbi, dłuto opisuje

zdjęcie do artykułu

Posąg Afrodyty

Fot.: Roksana Kielian

Artysta miał tworzyć marmurową rzeźbę tak, aby sprawiała wrażenie prawdziwej ludzkiej postaci. Na przykład ulubionym rzeźbiarzem Aleksandra Wielkiego był Lizyp, który podobno przedstawiał podobizny króla nad wyraz wiernie, ze zdecydowaną siłą w brązie; z ogniem w spojrzeniu, tak, że samą naturę naśladowała niemymi kształtami sztuka, a materia nie śmiała jej tego zabraniać.

Wiele pięknych opisów posągów bóstw znajdziemy także u Lukiana w dialogach O Boginii syryjskiej czy Obrazach. Ten ostatni zwłaszcza napisany jest w ciekawej konwencji intelektualnej gry między słowem a aluzjami do znanych posagów. Rozmowa między dwoma mężczyznami, Lykinosem i Polystratosem, staje się w tym tekście tym bardziej subtelna, bo opisują oni doskonałość urody pewnej nieznajomej kobiety z Jonii, którą obaj przypadkiem zobaczyli i jednocześnie oniemieli z zachwytu. W swoim opisie odwołują się jednak do konkretnych cech urody kobiecej, które zostały już wcześniej utrwalone w znanych posagach – Knidyjskiej Afrodyty, dłuta Praksytelesa; Afrodyty w ogrodach, dzieła Alkamenesa; Ateny Lemnijskiej Fidiasza czy Sosandry Kalamisa. Ten wyjątkowy dialog, który jest jednocześnie specyficznym przewodnikiem po galerii antycznych rzeźb, sprawia wrażenie, że rzeczywistość i sztuka mieszają się, słowo i marmur stają się równoważnymi budulcami, z których powstaje nadzwyczajne piękno. Słowo rzeźbi, dłuto opisuje, wszystko dzieje się zgodnie ze starą zasadą, ut pictura poesis.

Miłość zakazana

Skoro marmurowe posągi były tak piękne i tak wiernie oddawały rzeczywiste kształty kobiet czy mężczyzn, może zatem nie było w tym nic dziwnego, że stawały się one niekiedy obiektem fizycznego pożądania, które przeradzało się z czasem w tragiczną miłość określaną przez samych starożytnych mianem miłości zakazanej? Przypomnijmy, że podobnym terminem określali Grecy również miłość kazirodczą. Zdrowym uczuciem w dawnej Grecji można było jedynie nazwać miłość w której, podobne kocha podobne. Jak więc traktować przypadki, w których człowiek zakochuje bez pamięci w kamiennym simulacrum lub bezcześci w świątyni posąg, folgując tym samym swoim cielesnym chuciom?

Zgwałcone posągi

zdjęcie do artykułu

Rzeźba Hermesa

Fot.: Roksana Kielian

Literatura grecka przekazała nam kilka przypadków szalonych namiętności, których seksualnym obiektem stawały się idealne posągi imitujące ludzkie ciało. Elian na przykład w Opowieścach rozmaitych opisuje tragiczną miłość pewnego Ateńczyka do stojącej w prytanejonie rzeźby Szczęśliwej Tyche. Młodzieniec obcałowywał statuę, obejmował ją, aż w końcu całkiem oszalał i dźgany ościeniem namiętności stawił się z błaganiem przed Radą. W akcie desperacji, gotów był nawet kupić rzeźbę za najwyższą cenę, co – niestety – nie udało mu się. Poprzestał więc jedynie na niewinnym przyozdabianiu wielbionego posągu wstążkami, kwiatami, klejnotami, a na koniec wylewając przedtem morze łez, popełnił samobójstwo.

Zdecydowanie bardziej sprośną historię, przekazał nam Lukian w Obrazach i Bogach miłości. Czytamy bowiem, że Praksyteles wyrzeźbił dwie Afrodyty, z których jedna była osłonięta, a druga naga. Ponieważ mieszkańcy Kos woleli, z różnych względów, zdecydowanie Afrodytę w wersji tradycyjnej (osłoniętą), naga wersja bogini z paryjskiego marmuru, „z kącikami ust lekko uniesionymi, jakby wyzywającymi” powędrowała na Knidos. Świątynia, w której Knidyjczycy umieścili posąg była odsłonięta tak, że zwiedzający mogli podziwiać go pod wszystkimi kątami, aż do dnia, kiedy marmurowa bogini została nocą zgwałcona przez zdesperowanego młodzieńca. Zamknął się on pewnego wieczora w świątyni, a następnie spędził z posągiem, jak to ujmuje Lukian, niebywałą noc. Ślady jego złączenia z boginią miały podobno pozostać widoczne na tylnym udzie posągu. Opowieść ta cieszyła się w starożytnym świecie znaczną popularnością. W mniej lub bardziej wiernej wersji, znajdujemy ją również w pismach Filostratosa, Klemensa Aleksandryjskiego, Pliniusza, Waleriusza Maksymusa czy Arnobiusza.

W literaturze greckiej, nie brakuje również historyjek, które dziś określilibyśmy zdecydowanie jako pornograficzne. Przytoczmy chociażby tę z Bankietu sofistów Atenajosa, nie pozostawia bowiem żadnej dwuznaczności co do pikantnych szczegółów współżycia z posagami. Otóż nijaki Kleisofus z Selymbrii, zapłonął wielką namiętnością do posagu z paryjskiego marmuru, który znajdował się w świątyni na Samos. Jak przekazuje Atenajos, „zamknął się on w świątyni w przekonaniu, że zdoła z nią odbyć stosunek, a gdy mu się to nie udało z powodu zimna i oporu kamienia, odstąpił od obiektu pożądania i trzymając przed sobą kawałek mięsa z nim współżył”.

Przykłady owych nieszczęśników, zaślepionych namiętnością do marmuru, możnaby mnożyć. Dodajmy tylko, że Aresteusz w Listach miłosnych kreśli opowieść o malarzu, który zakochuje się w swym obrazie; podobnie jak Libanios z Antiochii przekazujący opowiastkę, również o zakochanym malarzu i dziewczynie utrwalonej przez niego na płótnie. Może to właśnie tymi dawnymi historiami zainspiruje się kilka wieków później Balzak w Nieznanym arcydziele?

Neron i pięknonoga

Ciekawa pod względem fascynacji posągami jest trzydziesta czwarta księga Historii Naturalnej Pliniusza. Znajdujemy w niej wiele przykładów słabości do piękna emanującego z posągów oraz zauważamy przy okazji, że ta niecodzienna dolegliwość nie ominęła znanych mówców, konsulów, a nawet wodzów.

Katalog postaci rozpoczyna Orator Hortensjusz, rzymski mówca i adwokat, najsłynniejszy obok Cycerona mówca okresu republiki i jego groźny przeciwnik w wielu procesach. Miał on podobno zawsze przy sobie posąg Sfinksa, wykonanego według Kwintyliana z brązu, a według Plutarcha ze srebra. Gajusz Celestiusz, konsul w 35 r. po Ch., późniejszy namiestnik w Syrii, cierpiał na podobną przypadłość. Nigdy nie rozstawał się ze swoją ulubioną statuetką, nawet podczas zbrojnych walk. Aleksander Wielki zawsze przechowywał w swoim namiocie posągi, ale szczególną słabość miał do jednego z nich, jak twierdzi Pliniusz, pewnego posągu Nike. Musiała być to zapewne piękna rzeźba i może właśnie do niej mógłby odnosić się jeden z anonimowych epigramów Antologii Palatyńskiej: „Z żywej istoty bogowie przemienili mnie w kamień, lecz Praksyteles z kamiennej znów mnie uczynił żywą…”.

Ale to nie koniec pliniuszowego katalogu kolekcjonerów pięknych posągów. Niedaleko świątyni Szczęścia w Rzymie, znajdowały się rzeźby nazywane Tespiadami, od nazwy miasta Tespie, z którego pochodziły. Wykonane najprawdopodobniej z marmuru przez artystę o imieniu Cleomenes, posągi zostały następnie wykradzione, według Cycerona, przez Mummiusza. Przyprawiły one o szybkie bicie serca niejakiego Juniusa Pisciculusa, który szczególnie zakochał się w jednym z nich. Również i Kaligula nie uniknął okrutnych strzał Kupidyna. Miał on bowiem zakochać się w Ardei w dwóch nagich rzeźbach kobiet, przedstawiających kolejno Atalantę oraz Helenę. Rozpalony cesarz chciał je ponoć nawet zabrać z miejsca, w którym stały, ale ku jego rozpaczy, nie pozwalała na to materia kamienia ani ułożenie rzeźb.

Więcej szczęścia w posągowych podbojach miał natomiast Neron, który wszędzie zabierał, według Pliniusza, swój ukochany posąg Amazonki, dłuta Strongyliona. Amazonka była zresztą określana przydomkiem Eucnémos, co znaczy pięknonoga. Jak możemy się domyślać, to właśnie z uwagi na piękno tych nóg, Neron żywił do niej swą nieukrywaną namiętność. A może również należałoby wziąć pod uwagę specyficzne ułożenie rzeźby, kiedy wyobrazimy sobie postać Amazonki, zdjętej z konia?

Strongylion był, bez wątpienia, wielkim artystą. Jak pokazuje bowiem kolejny przykład miał on również wyrzeźbić posąg młodego chłopca, którego bardzo, bardzo pokochał Brutus. Jako wyraz swojego, przyjmijmy, ojcowskiego uczucia przyozdobił on posąg chłopca własnym imieniem rodowym. Fakt ten potwierdza również Marcjalis w Epigramach. W tym kontekście nie możemy tym bardziej zapomnieć o posągu atlety Apoxyomenos, dłuta Lizypa, który stał przed łaźnią Tyberiusza. Miejsce wspaniale, zasada decorum zachowana; atleta czyszczący piękne ciało za pomocą drewnianej skrobaczki, nie mógłby wszak, wkomponować się lepiej w inne miejsce? Jak więc zinterpretować fakt, że cesarz nakazał, aby przeniesiono mu ten posąg do sypialni?

Pasja do objets d’art?

Po tym grecko-rzymskim katalogu kolekcjonerów rozmiłowanych w posągach – przykład Pigmaliona, znanego nam z Przemian Owidiusza, który zakochał się w wykonanym przez siebie posągu dziewczyny – może wydawać się już tylko niewinną fikcją. Cóż bowiem zdrożnego jest w tym, że Pigmalion obwiesza swoją rzeźbę klejnotami i przynosi jej ptaszki? Jak więc wyjaśnić ten zachowany w antycznej literaturze, zarówno greckiej jak i rzymskiej, katalog miłośników posągów? Mania kolekcjonerska? Wysublimowana miłość do unikatowych objets d’art? Czy może jednak coś innego? Coś, co późniejsza medycyna od roku 1877 za Richardem von Krafft-Ebing’iem zacznie nazywać pigmalionizmem?

Szukając odpowiedzi na te pytania możemy przyjąć wyjaśnienia z perspektywy moralności ojców Kościoła czy antropologii kulturowej. Klemens Aleksandryjski napisał: Żaden człowiek zdrowy na umyśle nie zespoliłby się z Boginią, nie nakazałby się pogrzebać z umarłą, ani nie zakochałby się w demonie lub w kamieniu. Ten kto to czyni, jest szalony. Warto jednak pokusić się o chociażby uproszczone wyjaśnienie psychologiczne, które jest bardzo smutne jeśli nie okrutne. Namiętność zakochanego w posągu polega, według antropologa antycznej kultury Maurizo Bettini, na paradoksalnej i dość oczywistej przesłance: jeżeli kochający szuka ideału w przedmiocie swojej miłości, to żadna z żyjących na ziemi kobiet nie wytrzyma porównania ze sztuczną i marmurową doskonałością posagu.

Miłość do posągu była więc, zdaniem badacza, wyklęta i nieszczęśliwa w swej jednostronności, ale także w jakiś sposób sztucznie doskonała – bowiem kochający ze strachu bądź z namiętności poszukiwał doskonałości w sztucznym świecie swoich wyobrażeń. Świecie dostarczającym mu przyjemności fizycznej. Pomostem między dwoma światami, tym realnym i tym wyobrażonym, pozostawała zawsze piękna rzeźba lub wyjątkowy obraz, obydwa dzieła stworzone jednak zawsze przez artystę o niezwykłych umiejętnościach.

Magdalena Koźluk