Język obrazu

02-03-2016

O studiach, zainteresowaniach naukowych i uniwersyteckim życiu, a także o żywych i umarłych rozmawiamy z KAROLEM JÓŹWIAKIEM, doktorantem na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego, stypendystą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.


Zacznijmy od kilku słów na temat pana dotychczasowych studiów. O ile mi wiadomo, pracę magisterską pisał pan z historii sztuki na innym wydziale Uniwersytetu Łódzkiego?

Fot. Karol Jóźwiak

– Zgadza się. Od początku studiów interesowało mnie interdyscyplinarne podejście do rozważanego problemu. Już praca magisterska na Wydziale Filozoficzno-Historycznym miała niejednorodny teoretycznie charakter i łączyła w sobie szereg zajmujących mnie kwestii, niekoniecznie związanych z samą historią sztuki. Pisałem o roli myśli Waltera Benjamina i Aby'ego Warburga w nowoczesnej historii sztuki, a konkretnie frapowało mnie ich podejście do kategorii czasu (anachronizm jako model czasowości). Jednocześnie pociągała mnie twórcza praktyka. Praca w sektorze kultury i zbieranie rozmaitych doświadczeń. Miałem okazję zdobywać szlify w Muzeum Sztuki w Łodzi oraz w wielu innych instytucjach, nie tylko w Polsce. Przez pewien czas pracowałem jako kurator wystaw, co było niezwykle ciekawym etapem mojej zawodowej praktyki.

Jakieś szczególne doświadczenie w tym okresie?

– To truizm, ale każdy epizod był na swój sposób wyjątkowy. Choć gdybym musiał wybierać, skłaniałbym się ku Haunting Images. Był to kilkuletni projekt artystyczny, podsumowany w 2014 roku wystawą na festiwalu PhotoIreland w Dublinie i wydaniem książki artystycznej. To wynik mojej fascynacji i próby opisu marginalnych fenomenów twórczości człowieka.

W roku 2009 wyjechałem na kilkumiesięczny pobyt do Bułgarii, gdzie chciałem zbadać współczesną kulturę kraju pod kątem krzyżujących się tam różnych tradycji (antyczne pogaństwo, religie misteryjne, prawosławie, islam i kultura ottomańska). Dostrzegłem tam wyjątkowy fenomen, niespotykany nigdzie indziej z taką intensywnością, tradycję cyklicznego wywieszania w przestrzeni publicznej nekrologów i wspomnień zmarłych z ich fotografią. Uświadomiłem sobie, że całe ulice, ściany i drzwi domów, przystanki autobusowe, mury, wypełnione są wizerunkami zmarłych. Niewyobrażalna ilość tych wizerunków wynika z ich wielokrotnego powtarzania – fotograficzne wspomnienie zmarłego jest rozwieszane nie tylko przed pogrzebem, ale podczas każdej możliwej okazji – rocznic śmierci, urodzin, imienin, et cetera. W ten sposób obraz zmarłego obecny jest w niezwykle intensywny sposób i przez długie lata wśród lokalnej społeczności. Niektóre z nich odsyłały do zmarłych sprzed ponad pięćdziesięciu lat.

Te obrazy przyklejone do ścian i drzwi wpisywały się naturalnie w przestrzeń miejską, tworząc dziwną mozaikę symboliczną żywych i zmarłych. Przystąpiłem do dokumentacji tych wizerunków i momentu ich przenikania się z przestrzenią żywych. Obrazy zmarłych przechodziły ciekawe procesy, rozpływania się, zdzierania, jedne były zaklejane przez kolejne, spod nowych warstw fotografii wystawały starsze. Obszerna dokumentacja i analiza tego fenomenu stała się punktem wyjścia do szerszej i ogólnej refleksji nad kulturą i funkcją obrazu, nad jego rolą medium między żywymi i umarłymi, a także nad życiem obrazów i ich podświadomym oddziaływaniem na ludzi.

Okładka książki Karola Jóźwiaka pt. haunting images

Skąd w takim razie pojawił się pomysł doktoratu na filologii?

– To właśnie rezultat tych wielotorowych doświadczeń. Również z fotografią. Jestem obecnie na trzecim roku studiów doktoranckich na Wydziale Filologicznym. Każdy kolejny semestr utwierdza mnie w tym, że wybór tego miejsca był bardzo dobrą decyzją. Przyszedłem z innych obszarów wiedzy, innych metodologii, innego środowiska, co przekłada się na swojego rodzaju spojrzenie z boku. Pewną, mam nadzieję, oryginalność. Ale z drugiej strony filologia jest dla mnie powiem świeżości. Zupełnie nowym światem naukowych zagadnień. Pracę przygotowuję pod opieką profesora Tomasza Kłysa w Katedrze Mediów i Kultury Audiowizualnej, a dokładnie w Zakładzie Historii i Teorii Filmu. Żeby było ciekawiej, interesuje mnie język, jego figury, retoryka.

Rozumiem, że w kontekście filmu?

– Tak. Od początku miałem zamiar skupić się w doktoracie na twórczości Piera Paolo Pasoliniego, włoskiego filmowca, ale również poety i w pewnym sensie filozofa. To właśnie aspekty filozoficzne są dla mnie kluczowe w przypadku autora Salò. Ale próbuję patrzeć na nie z perspektywy języka i retoryki. Słowo w filmach Pasoliniego, wypowiedzi, które padają z ekranu są niezwykle ważne dla kreowanych przez niego obrazów. Stąd chęć zaaplikowania metod badania retoryki do filmu i rozpatrywania go jako ciągu figur retorycznych.

Roczne stypendium ministerialne na pewno pomogło panu skupić się na wzmożonej pracy?

– To prawda, taki zastrzyk finansowy przekłada się zdecydowanie na wydajność. Ale nie było łatwo. Szczerze mówiąc, nie liczyłem na to, że uda mi się zdobyć ministerialne stypendium. Konkurencja była naprawdę duża, a kryteria oceny zaostrzone. Końcowy sukces utwierdził mnie jednak w tym, że mimo wszystko warto próbować. Nie przekreślać swoich szans jeszcze przed złożeniem wniosku.

À propos szans i kształtowania warunków, w których sami funkcjonujemy. Wiem, że działa pan również w strukturach samorządowych uniwersytetu.

W Bulagrii całe ulice, ściany i drzwi domów, przystanki autobusowe, mury, wypełnione są wizerunkami zmarłych

Fot. Karol Jóźwiak

– Praca w różnych instytucjach kultury nauczyła mnie, że warto postarać się o możliwość wpływu na rzeczywistość, która mnie dotyczy. Jestem sekretarzem Uczelnianej Rady Samorządu Doktorantów Uniwersytetu Łódzkiego, biorę także udział w pracach samorządu doktorantów na Wydziale Filologicznym. Oczywiście wiele spraw jest nadal poza mną, a same procedury zmian na ogół są długotrwałe, jednakże nie zmienia to faktu, że dobrze mieć świadomość mechanizmów funkcjonowania struktury, której jest się elementem. Przy okazji przypominam wszystkim doktorantom, że uczelniana rada w swoich prerogatywach, ale i obowiązkach ma rozpatrywanie wniosków o dofinansowania wyjazdów na konferencje, kwerendy czy szkolenia. Warto dowiedzieć się kto reprezentuje dany wydział w samorządzie i ze szczegółowymi pytaniami zwrócić się właśnie do tej osoby. Na pewno przyspieszy to wydanie ostatecznej decyzji.

Jak wyglądają pana doświadczenia w pracy ze studentami?

– Z  tego aspektu studiów doktoranckich jestem szczególnie zadowolony. Z jednej strony program zajęć, w których sam funkcjonuję jako uczeń, pozwala poszerzyć horyzonty i wymienić opinie z ludźmi o najróżniejszych zainteresowaniach badawczych i naukowej przeszłości, z drugiej mogę liczyć na ciągłe zaskoczenie pomysłami, interpretacjami i obserwacjami studentów, których sam kształcę. Ta płaszczyzna wymiany myśli jest nie do przecenienia. Częstokroć jest tak, że choć usłyszy sie pewną oczywistość, kontekst, w którym zostanie użyta, staje sie niebagatelną inspiracją. Cieszy mnie także otwartość władz wydziału na moje pomysły. Nie tak dawno otrzymałem dofinansowanie od dziekana Piotra Stelmaszczyka na zakup materiałów fotograficznych, co pozwoliło mi na nowatorskie – i liczę, że o wiele ciekawsze – prowadzenie zajęć, które wyjściowo miały charakter teoretyczny i krytyczny.

Obecnie prowadzi pan jakieś zajęcia?

– W tym semestrze czeka mnie nowe wyzwanie. Będę prowadził zajęcia kursowe z estetyki fotografii. Oznacza to kontakt z dużą grupą studentów, a także pewnym określonym programem, w który jednak, ufam, uda mi się wpleść zagadnienia związane z uwodzeniem obrazem, relacjami obrazu i prawdy oraz retoryką – czyli kwestiami tak dla mnie istotnymi, o których miałem już okazję mówić w czasie swoich fakultatywnych propozycji dydaktycznych na kulturoznawstwie.

W takim razie życzę powodzenia w realizacji wszystkich planów i, oczywiście, dalszych sukcesów w uniwersyteckiej pracy naukowo-dydaktycznej.

Rozmawiał: Michał Wróblewski